Uprzejmię informujemy iż…

Korzystam z dobrodziejstwa Sieci i postępu technologicznego w zarabianiu codziennego chlebka i masełka, a czasem nawet ekstrwagancji  w postaci lizaka.

Korzystanie to jest dla mnie wygodne z wielu rozmaitych powodów, z których niebagatelnym jest możliwość uniknięcia kontaktu fizycznego z ”ludziem” – niestety, mam fobię i nie zniosę większej ilości ludzi wokół siebie…. zresztą o paradoksie bo wszystkie dotychczasowe firmy mnie zatrudniające opierały się na najszerszym jak tylko możliwie kontakcie z ”ludziem”.

Ale nie o ludziach i fobiach społecznych dzisiaj sobie chciałek popisać. Dziś o polskim kapytalyzmie, rynku usług i niezmiennych jak lodowiec urzędnikach korespondujących z petentem.

Moje zarobkowanie via kabel wymaga częstego ekspediowania produktów poprzez rozmaitych spedytorów, najczęściej jest to ”wspaniała” Poczta Polska. Instytucja o charakterze mutanta po elefantiasis.

Morze łez wylano, hektolitry atramentu wypisano, i tysiące kilowatów zostało zużytych na rozmaitych forach dyskusyjnych celem opisania niegodziwości i gównianej jakości usług świadczonych przez państwową pocztę. Omówienia wzmagają się okresowo – w sytuacjach pogwiazdkowych i wtedy, kiedy najemnicy-pismacy muszą chlasnąć szybko jakiś artykuł o ”bulwersujących powszechnie zjawiskach w sferze publicznej”.

Więc i ja nie odkryję tutaj Indii Zachodnich ani Przejścia Północno-Zachodniego, wypisując na PP rozmaite inwektywy i charcząc jadem.I nawet nie idzie mi o pisanie o powszechnym dla tego organizmu bezwładzie, głupocie decydentów, bezradności państwa jako właściciela itp. itd.

Dziś będzie jak gadał dziad do obrazu a obraz nie chciał gadać po ludzku.

Czas jakiś wstecz ekspediowałem w drugi koniec Wolski towar trudny w transporcie bo szklaną taflę wraz dodatkami – całość w jednostkowym egzemplarzu, nawet bym zaryzykował, że ”junik” to było. Nabiedziłem się ja niemało nad skonstruowaniem solidnego opakowania – albowiem azaliż standardowe dostępne za ch.. nie pasowały do gabarytów. Ustabilizowałem całość, opakowałem w papyr, dodatkowo poopieprzałem wielkimi napisami „Szkło! Ostrożnie” i nadałem via PP płacąc dodatkowo za opcję ”ostrożnie” aby wszyscy pracownicy wiedzieli iż nie należy kopać ani rzucać po ścianach moją paczuszką.

Oczywiście mogłem sobie w dupe [ nawet własną ] wsadzić owe pisanie, owe opłaty ekstra itp. Nie takie orły i sokoły tam pracują, w tej naszej kochanej poczcie. Sam nie wiem – napierdalali tym po busie? wsadzili na same dno wózka w sortowni (któren to wózek ma udźwig 200kg)? a może wkurwiony listonosz sflekował paczuszkę jak zobaczył co i dokąd ma dowieźć? Nie odgadnę tego, jest to słodką tajemnicą wielu pracowników PP zaangażowanych w zniszczenie przesyłki.

Ale żeby to koniec opowieści – docelowy listonosz nie przekazał paczki do rąk własnych adresata, jeno zostawił ją u sąsiada ! Jak tak, to za każdym gównem zostawiają awizo w skrzynce, trzeba latać na placówkę, stać w kolejce, żeby potem dostać jakiś jeden cieniutki koperciak !

A tu nie! Tu listonosz poszedł na honor i powiedział sobie: „a nie, na Swaroga! na Trygława – dostarczę ci ja ów pakunek za cenę trudów wszelkich!” lecz zapewne w trakcie ekspedycji napadli go zbójcy źli i musiał w okolicy adresata paczuchę klepnąć.

Adresat po czasie paczkę zabrał, otworzył i znalazł szczątki tego szkła. I trochę kabelków i tyle  po zapłaconym ”junik” przedmiocie. Skontaktował się ze mną, słusznie wkurwiony, zapytał co dalej i zasugerował zwrot wpłaconej kaski [ co i tak mnie czeka].

Nie mieszkając poczłapałem na placówkę pocztową celem złożenia reklamacji na nienależyte wykonanie usługi i zniszczenie wartościowego przedmiotu. Reklamacja złożona, pozostało nie sypać piachu w tryby administracyjnej maszyny różnicowej i czekać – tego mnie już realia wolskie nauczyły.

Nadmienię iż placówka realizująca reklamację i jej dyrektor są ode mnie oddaleni w linii prostej mierzącej 35 kilometrów – na piechotę można zawędrować, jeśli ktoś lubi sporty ekstremalne.

Po tygodniu dostaję pismo ”Odpowiedź na reklamację” gdzie uprzejmy dyrektor oddziału oznajmia mi, iż wspomniana rzeczowo przesyłka została dostarczona pod wskazany adres, co potwierdził odbierający sąsiad  jak i podczas procesu reklamacyjnego potwierdził ponownie sam adresat.

Pięknie! Ale ja się pytam dlaczegoście to potłukli w drobny, kurwa jego szarpana w nać, mak ?! Ja wiem, że wspomniana paczuszka dotarła do adresata. Bo od niego wiem, żeście ją skasowali.

Co jest irytujące w całości? Ja o słupie a oni o strupie. I jeszcze uprzejmie informują iż mam 14 dni na odwołanie się! Kurwa, ja wiem że mam dwa tygodnie ! Bo nie pierwszy raz składam u was reklamacje! Ale pierwszy raz olano mnie tak ewidentnie, i bezczelnie: pobrano dodatkową opłatę za odpowiednie traktowanie przesyłki po czym traktowano jak pustak albo worek kartofli.

Oczywizda że skorzystam z tej opcji i odwołam się do wyższej instancji. Nie omieszkam również obrobić tyłków wszystkim odpowiedzialnym za zdarzenie. Choć wiem, że nikogo niczego ta sprawa  nie nauczy. Taka lekka donkiszoteria.

I proszę nie doradzać skorzystania z usług operatora prywatnego – mam takiego u siebie i w żaden sposób nie jest konkurencyjny ani cenowo ani jakością usług.

Cierpi więc ma dusza liberała – państwowe jest syfiaste bo jest właśnie państwowe, zaś prywatne jest byle jakie i zdaje się traktować klienta jak natrętnego męczydupę.

Podejrzewam iż cały problem z PP polega na jej strukturze właścicielskiej – jak to w Polsce bywa ”państwowe” oznacza ”niczyje” ergo ”kradniemy i cyckamy ile wlezie”. Stać pocztę na wydawanie za 20 milionów rocznie pisemka ”Pocztowiec”, gdzie zarząd i rada spółeczki wydającej liczyła 3krotnie więcej niż zatrudnieni szeregowi pracownicy. Nie wnikam nawet w merytoryczną zawartość pisma – bo co ma wspólnego z pracą pocztowców opis poświęcenia sztandaru albo relacja z kolejnej pielgrzymi branżowej?

Rakowaty przerost kadry „zarządzającej” [sprzeczność sama w sobie] w stosunku do liniowych pracowników to każdy miał okazję sprawdzić na własnej skórze, jeśli tylko był zmuszony skorzystać z usług PP. I zapowiadają prezesi zwolnienia, podobno na 15 tysiąca ludzi.

Jaszka. Wypieprzy się zwykłych okienkowych, ale pozostawi wszelki dyrektorów, kierowników, zastępców, wszystkich pasożytów z dwoma lewymi rączkami do roboty.

I tak sobie myślę: dżizas! Przy tym poziomie rozwoju handlu sieciowego, takich wzrostach co roku o kilkanaście procent – rezygnować z jakości usług, w sytuacji bycia monopolistą na rynku?! Przecież nie wszystkie książki i ubrania ludzie wyślą kurierem, nie wszędzie można kuriera zamówić za rozsądną cenę.

I, za przeproszeniem, położyć chuj na takie źródło dochodów?! To dla mnie jest niepojęte. Niezrozumiałe. Głupie.

Pewnie poczekam jeszcze jakieś dwa-trzy tygodnie na odpowiedź na moją odpowiedź. Po czym i tak stracę na całym wydarzeniu, bo będę zmuszony zwrócić klientowi wydane pieniądze, zaś PP nie zwróci mi ani zeta. Znów się wkurze do białości a potem mi przejdzie i strzelę kolejną notkę o ”wolskim kapytalyzmie”.

Ale teraz to mam to w dupie bo od dwóch dni schodzi mi piasek z nerek i zajęty jestem rodzeniem. Odradzam. Stanowczo każdemu odradzam.