…i raz

Reklamy

Kto kogo czyli ‚wake up’?

Najmodniejsze hasło wiosny w Polsce?

„Złodzieje!” wrzeszczane pod budynkami ministerialnymi. W ramach imprezy wliczony przejazd na koszt związku zawodowego, dnióweczka całkiem solidna oraz to, co zdołamy [my, uczestnicy] ‚wycmoktać‚ przez podróż i w trakcie znojnego marszu. Dodatkowo grill z opon, petardy i możliwość pokrzyczenia oraz potrąbienia i innego fiukania na rozmaitych instrumentach.

Fajny sposób na spędzanie czasu, prawda?

Slynne pytanie ”kto kogo” zadał swego czasu Lenin. W jakich okolicznościach i kontekście – a sprawdźta sobie!

Teraz to samo pytanie można zadać patrząc na początki dymienia związkowego w kraju – związki zawodowe branż wszelkich czy rząd? Kto będzie miał twardszą dupę i mocniejsze nerwy? A kto spęka na widok panów z wąsem, ”pod wpływem” i oponami?

Co będzie silniejsze: ”słuszny gniew ludu” czy może traktowanie Polski jako homeostatu? Obstawiam wygraną związków zawodowych. Z kilku podstawowych powodów.

Po pierwsze – Polacy nadal kochają legendę ”Wielkiej Solidarności”, co to wolność nam wywalczyła, ginąc, gnijąc i emigrując. Tylko cicho jakoś o treści postulatów Sierpnia – czyż nie było to żądanie socjalizmu z ludzką twarzą? socjalizmu pracy a kapitalizmu płacy? teorii równych żołądków? i tej krzyżówki ”społecznej nauki Kościoła” z równie księżycową terią ”solidaryzmu społecznego”? Tam wszedzie wyzierał czerwony sztandar przodków z 1905 r. tylko jakoś tak niezręcznie było walczyć z komuchami w mundurach i bez, wywijając czerwoną flagą. To po Październiku ’56-tego już się nie sprawdziło ponownie.

Po drugie – tutaj nie ma kapitalizmu. Tutaj, czyli w Polsce. Jeśli ten system prawno-ekonomiczny jest kapitalizmem to ja jestem klerykiem młodym a szwarnym, ulubionym cherubinem księdza prefekta. Jedyny kapitalizm jaki jest obecny w naszym kraju to kapitalizm opisywany w podręcznikach studentów ekonomii i politologii. Tutaj panuje eurosocjalizm regulacyjny, etatyzm koncesjonowany, gospodarka-krzyżówka początków XX w. i początków XXI w. Znajdźcie drugi taki ”kapitalistyczny” kraj, gdzie producenci rolni nie płacą podatków dochodowych, nie płacą składek ubezpieczeniowych jak nie-rolnicy, emerytalnych także, dostają dopłaty do obszaru posiadanego areału i produkcji? A imię ich Legion?

Gdzie istnieją państwowe przedsiębiorstwa wydobywcze, których zasadniczym celem jest generowanie strat, wydobycie poniżej jakiejkolwiek opłacalności, notoryczne zaleganie z zobowiązaniami podatkowymi oraz niezwykle rozbudowaną strukturą związkową? Przedsiębiorstwa, gdzie rachunek ekonomiczny w funkcjowaniu i planach nie istnieje – coś na kształt gospodarczego perpetuum mobile: na wyjściu mniej niż na wejściu.

Po trzecie – partie polityczne tego kraju pozostające poza orbitą władzy chętnie przytulają się do ”słusznych żądań”, widząc doskonałą okazję do wybicia się z progu, i z dziką rozkoszą skorzystają z takiej okazji, by ”na plecach ludu, dla ludu i w imię ludu” poprzeć postulaty wszelkie. Nawet te najbardziej sufitowe.

Po czwarte – nie dokonała się zmiana pokoleń w świecie pracy. Popatrzcie dokładnie, kto dymi na wiecach związkowych? Młodzi, którzy weszli na rynek pracy? Żarty wolne – pojawiają się związkowe popiardywacze, panowie, którym kodeks pracy gwarantuje zaciszne miejsce pracy, wymuszone przepisami na pracodawcy. Ludzie, którzy w przypadku kopalni ostatni raz widzieli ścianę urobku, jak sobie dokument na NGeographic o górnictwie obejrzeli. Czy wiecie ile kosztuje etat działacza związkowego, zawodowego? Nie? To sprawdźcie – całkiem przyjemna fucha. No i popodróżować można.

Dla mnie związki zawodowe to wylęgarnia cwaniaków, politycznych Dyzmów – senator Kogut się kłania – proponuję sprawdzić. Frajerzy płacą składki, dają wycierać sobą gęby panom działaczom na negocjacjach – ale kiedy dochodzi do zwolnień, już cienko pieją działacze, pamiętając jedynie o własnym tyłku.

Jedynym związkiem zawodowym, który robi to, do czego został powołany i robi to nie kryjąc swojego lewicowego [czasem bardzo] charakteru – to Inicjatywa Pracownicza. Ale tego nie zakładali panowie z wąsem i mięśniem birowym – tylko młodzi ludzie, często idealiści ale realnie oceniający rzeczywistość, klasyczny anarchosyndykalizm. I przed nimi zdejmuję czapkę z głowy, do ziemi nisko się kłaniam – bo choć stoimy po dwóch stronach ideologicznej barykady, są autentyczni i nie skurwili się targiem politycznym.

A teraz mamy widowisko za darmochę – opłacani przez państwo związkowcy straszą gniewem i nowym powstaniem, buntem w całym kraju. Na ulice będą wychodzić, władza zobaczy, co oni potrafią. Bo władza to ”złodzieje!”. Bo owi dumni pracownicy związkowi ”nie będą płacić na wasz kryzys”.

Nie będziecie płacić? Wypinacie dupę na ”solidaryzm społeczny”? Kto jeszcze nie chce płacić na ”ich kryzys”, ręka w górę? Wyżej, bo słabo widzę!

A może tacy szarzy ludkowie jak ja przestaną płacić na ”wasz kryzys”, co? I ciekawe jak szybko wyschnie rządowa studzienka na dofinansowanie deficytowych przedsięwzięć, bo są państwowe i rządzą tam związki zawodowe?

Niemożliwe? Niemożliwe to jest to, żeby wszystkich, którzy tak zrobią zamknęli, ogrzywnowali, pościągali. To my powodujemy, że jest zapotrzebowanie na wasz węgiel, waszą stal walcowaną i inne wspaniałości, które dzięki wysiłkowi całej Polski możecie jeszcze deficytowo produkować.

Pan z ratowników medycznych powiedział na demonstracji, że on nie życzy sobie prywatnych przedsiębiorstw medycznych w tym obszarze. Ma być państwowe i już!

Kto z was, sam i z własnej woli skorzystał z państwowej służby zdrowia? Dentysty, ginekologa, alergologa czy innego magoga? Z wizją limitów, oczekiwań a jak co do czego przyjdzie to może i dowodów wdzięczności? A wszystko to przymusowo opłacone pod rygorem państwowego bata?

No właśnie. Ale prywatny to chujnia straszna, będzie robił źle, może nawet usypiał pavulonem. Natomiast państwowe jest cacy, państwowe zrobi nam git – tylko szkopuł w tym, że ma mieszek bez dna.

A może by tak Wiosnę Ludów zaczęli tacy z tej kilkumilionowej rzeszy jednoosobowych firemek, rodzinnych biznesików, kapitaliści kieszonkowi? Kto wtedy jest silniejszy – rozdarci, podpici wąsacze pod ministerstwem czy ludzie realnie tworzący kilka milionów miejsc pracy, nie dostający żadnych trzynastek czy czternastek, żadnych rabatów, gwarancji zatrudnienia, żadnych zapewnionych podwyżek, żadnych wcześniejszych emerytur?

Mój tydzień pracy to tydzień. Czas pracy to minimum 8 h dziennie – do czego dorzucić trzeba jakieś 3 na kręcenie się, nieodzowne i konieczne w tym wycinku. Wolne? Jak sobie przestanę pracować, to będę miał wolne. Wakacje/urlop? Miałem – w sierpniu tamtego roku, 3 dni wyrwane.

Emerytura? Może po 65 roku życia, ale prędzej będę dygał do końca życia.

Żadnych gwarancji panowie. Żadnych bonusów, żadnych związków zawodowych za moimi plecami. Zapieprzam sam, solo i w pojedynkę. A niech kontrtahenci zrobią mnie w jajo w terminach – to mogę już nie wstać. I nikt mi tutaj roni nie poda, żadne związki nie staną w mojej obronie.

I wy KURWA macie czelność drzeć się ”złodzieje”? I nie będziecie płacić na ”ich kryzys” bo wam się należy? Bo państwo wam da? Da, pewnie kurwa, że da – za to, co ja wpłacę do państwowej kasy.

Więc nie straszcie mnie i innych swoja Wiosną Ludów – bo możecie się niemiło zaskoczyć jak przyjdzie, tylko w innym wykonaniu. Z paskudną gębą Stroeheima jako partyzanta = skoro nie zostałem „członkiem” żadnej partii to może zostanę partyzantem jakieś sprawy? ;p

A jak będzie w rzeczywistości? Rząd się ugnie, przestraszony przez parę tysięcy rozdartych gąb, oraz podduszony przez prezydenckie krótkie rączunie. I polegnie, ogłaszając potem jakoweś zwycięstwo w imię solidarności społecznej – za które to zwycięstwo zapłacą wszyscy podatnicy. Żeby kilkaset miejsc pracy w deficytowych państwowych spółkach mogło dalej istnieć.

….

W ramach rewolucyjnego ognia dwa razy coś:

A dla  panów związkowców ku pamięci cytata z jednego zamorskiego polityka: „Anger is a gift”

….

Dobranoc.