Emisja kupy czyli „Polonia” ekskluzywnie wydziela

Przywykłem do braku poziomu w państwowej telewizji – i właściwie nic nie jest zdolne mnie poruszyć. Początki degrengolady tej instytucji zaczynają się od panowania Dworaka, aby rozkwitnąć w czasach szanownego Bronisława W. i Andrzeja U. Jednak Farfał wraz z całą kupą braci brunatnych zdołał pogłębić dno, przebić się przez nie i równie głęboko zanurkować w muł i szlam.

Temu i nie oglądam. Nie płacę – bo i za co? Przecież tam już nic nie ma, poza gównianymi serialami i tak marną ofertą kulturalną, że świstaki tatrzańskie są bardziej wyedukowane.

Do dziś nie wiem, kto rządzi w TVP „Polonia”. Zapewne któryś z przydupasów Farfała, namaszczony z polecenia Giertycha. Wisi mnie to martwym flakiem od dawna – i tak kanał ten, mający być ofertą dla Polonii i niejako reklamą naszego kraju emitowaną po świecie kablówek i satelitarnej tv stał się kanałem pierdząco-parafialną agitką, nieustannymi mszami i transmisjami z obchodów ku czci tego czy tamtego kreśląc obraz Polski jako jednej wielkiej katolickiej spokojnej parafii. Żal i kał, doprawiony emisjami wszelkich M-jak-miłościów, Plebaniów i innej produkcji dramatycznie gównianej.

Jednakowoż wczoraj rzeczona stacja przeszła samą siebie, wyznaczając nowe standardy niekompetencji, nieuctwa i tępoty.

Jako ekskluziw wyemitowano wczoraj w nocy dokument nakręcony w 1985 r. w siedzibie paryskiej „Kultury”. Oczywiście, jako relacja sprzed półwiecza nie ma dziś dosłownego znaczenia, ale przecież to zapis rzeczywistości, której nie ma: sam Giedroyć, Hertzowa, Czapski, Herling-Grudziński, Kot Jeleński, Miłosz itd.

To jak zapierdolić panu Wellsowi wehikuł i dymnąć ćwierć wieku wstecz. Nastawiałem się na oglądanie jak na noc poślubną – mało brakowało a bym się ponownie ogolił i wdział garniak.

I dramat, i deską brudną po głowie.

Już w rozmowie z tzw.”mądrą głową” przed emisją dokumentu panienka w studio swoją ignoracją zataczała się od jednej strony do drugiej, oplatając niezwykłe farmazony. Jak widać, technika zadawania głupich pytań i wygłaszania równie idiotycznych komentarzy jest chyba jedynym wyznacznikiem profesjonalizmu dla pracujących tam dziennikarek i dziennikarzy.

W tym miejscu przepraszając wszystkie wysoce inteligentne blondynki jakie znam – muszę z przykrością oznajmić iż wspomniana dziennikareczka była wprost klinicznym przykładem „blondynki”. Jednego, czego jej brakowało to kolczyka w nosie i tipsów długości widelców. Drobnostka. Pustostan umysłowy zastraszający. Jak by nie można było przed emisja poczytać troszkę więcej niż 3 linijki z bryku dla licealistów. Oszczędzajac i widzom i sobie żenującego wystąpienia.

Jednak to tylko było zapowiedzią do dalszych ekscesów.

Po obligatoryjnej przerwie na reklamę rozpoczęto emisję. Jakość oczywiście średnia, maniera ówczesnych opozycjonistów na eksilu sprawiała iż techniką realizacji przypominało to założenia Dogmy. Nic to, można przywyknąć. Ale potem już rwałem brwi – bo włosów na głowie nie mam.

Nie wiem, kto tam tłumaczy te teksty na język angielski, z którego robi się napisy. Może absolwent technikum zawodowego ze specjalnością obróbka skrawaniem [swoją drogą szacowny fach]? Może złapana na korytarzu sprzątaczka?

Pomijam idiomatykę – widać obce tym ludziom są jakiekolwiek niuanse języka angielskiego i polskiego. Pomijam dziwaczną składnię. Pomijam obcinanie co któregoś zdania mówionego i nie umieszczania transkrypcji angielskiej. Srał was pies i wasz zdolności lingwistyczne.

Ale na wszystkie skarby tego świata! Jakże kurwa można było robić przy tym tłumaczeniu tak żenujące i koszmarne pomyłki merytoryczne, przekręcając nazwiska?!.

Kurwa wasza w tę i z powrotem! Przecież można wsadzić łeb w Wikipedię polską i poczytać przed tłumaczeniem. I wtedy wszelkie niejasności wynikające ze słabej jakości dźwięku w dokumencie, zostaną rozwiane.

Wieloletnim współpracownikiem Giedroycia i publicystą „Kultury” był Stempowski Jerzy, piszący pod pseudonimem Paweł Hostowiec – a nie „Stepowski” !

Korespondentem „Kultury” w Berlinie Zach. był Prądzyński Jerzy a nie „Bradzyński” !! [Tak przy okazji, na Onecie też byście mogli sobie poprawić ten kiks, bo przekręciliście to nazwisko].

I kurwa, tutaj żeście przeszli samych siebie dodatkowo otwierając parasol we własnych tyłkach: z Giedroyciem i „Kulturą” kontakował się jako przedstawiciel polskiego środowiska komunistycznej socjologii i nauki prof. Schaff Adam a nie „Szaf” !!!

No przecież to nawet nie jest ignorancja – to jest głupota i kretynizm poglądowy. To kurwa jest całkowity brak poziomu, żenujący rynsztok.

Ja wiem, przeklinanie świadczy o moim chamskim korzeniu. Ale jak można siedzieć i gapić się w ekran, i co kwadrans być wprawianym w co raz większe zażenowanie i zadziwienie? I zachować spokój?!

Dno. I na to mam płacić jakikolwiek haracz w postaci abonamentu? No chyba żart.

Ale gotowem się założyć, iż ci sami ludzie odpowiedzialni za emisję i opracowanie tego dokumentu, obudzeni o 3 nad ranem są zdolni wymienić wszystkie diecezje w tym kraju, łącznie ze wszystkimi biskupami aż do poziomu biskupów pomocniczych.

Dawno przestałem aspirować do miana człowieka wyedukowanego, i nie wsadzam sam siebie na tron nieomylności i wszechwiedzy. Jednak nauczyłem się jednego: chcesz coś zrobić dobrze – zrób to dokładnie i starannie!

A tutaj? To nie fuszerka, to porażka. Jest tylko jedna istotna różnica – mnie nie płacą takich stawek jak tym ciulom od tłumaczenia. I za wszelkie błędy odpowiadam sam swoim nazwiskiem i reputacją.

Srał was pies z waszym poziomem – nawet pochwalić się nie umiecie poprawnie, zawsze musicie coś spieprzyć.

I na uspokojenie coś