jak Zdzisław okularów nie przecierał

Tak wyglądało przez ostatnie miesiące, że zamarłem, ne? Nawet królewny nie były zdolne nakłonić mnie do podniesienia leniwego dupska, koślawych paluchów i wyklepania czegoś więcej niż 4 linijki tekstu z jednym obrazkiem.

Tłumaczyć nie podołam, i nie zamierzam. Powiedzmy sobie, iż zapadłem się w grobie, w przekonaniu  o nieposiadaniu kompetencji i talentów do komentowania. Ale, ale – przesz nie ma tak, żebym myśleć przestał a czytać nie chciał.

Tradycyjnie  podniecenie wywołał goszczony często na łamach „Rzepy” niejaki Zdzisław K., profesór wszechnic krajowych i zagranicznych. Ów Zdzisław regularnie mnie zabawia i rozbawia, na równi z redaktorem Semką, Pospieszalskim i tym krzyżowcem w okularach, jak jemu dali na chrzcie….o! Terlikowskim Tomaszem [btw sprawdził kto jego korzeń, bo sporo tych na – ski to pierwotnie miało końcówkę -baum?].

Kiepski żart z Terlikowskim? A pewnie, ale brałem przykład z prof. Krasnodębskiego, z jego bogatego językowo i emocjonalnie tekst. Żeby było śmieszniej – do pisania nakłoniło mnie jedno zdanie, zadziałało ono jak ostroga wbita w bok świni zwisłouchej :

”Jeśli w ostatnich latach powstały w Polsce jakieś instytucje modernizujące kraj bez dotacji i zachęty ze strony UE, to były nimi IPN i CBA „.

Aż mnie zatchnęło, i myślałem, że zadusi. Chyba przez ostatnie lata albo byłem poddawany działaniu silnych środków halucynogennych, albo pan Zdzisław urzęduje w równoległej rzeczywistości.

Oczywiście, z zupełnym zrozumieniem przyjmuję istnienie w kraju milionów ludzi, którzy całkowicie nie zgadzają się z moimi poglądami. Z takim samym zrozumieniem postrzegam miłośników PiSowskiego projektu dekonstrukcji-rekonstrukcji. Ich istnienie nie jest przecież obarczone wymogiem mojej osobistej akceptacji. Co jednak nie oznacza, że przychylam się do ich tez,, diagnoz i metod – w żaden z możliwych sposobów. Ale istnieją, i tyle.

[Sam czasami pijam wódkę z chrześcijańskim komunistą, socjalistą, oraz z postendekiem – jeszcze nikt nikomu oka widelcem nie wykłuł].

Jednakowoż w całej tej mozaice postaw i światopoglądów istnieje pewna grupa, być może niezbyt liczebna, lecz wpływowa swoimi możliwościami kreowania opinii. Tak się składa, że są to w większości prawaccy publicyści polityczni, i/lub dziennikarze, oraz stadko intelektualistów o podobnej proweniencji i poglądach.

Większość z nich można łatwo zidentyfikować po kilku jednocześnie występujących cechach: silnej niechęci do obecnego układu władzy, graniczącej z obsesją; skłonnością do egzageracji w ocenie, wnioskach i komentarzach; trwałej tęsknocie do ”wspaniałych czasów rządów odrodzenia” Jarosława K. Oraz ostatniej, najmocniej rzucającej się w oczy [nomen omen] – wszyscy co do sztuczki maszerują przez kraj w zaparowanych, zapaćkanych okularach, nawet ci ze zdrowym wzrokiem.

Kto kiedykolwiek miał takie okulary na nosie, wie jak świat widać: można pomylić słonia z koniem, a okno z drzwiami, zaś wszystkie kobiety są piękne, mądre i seksowne [ 😉 ].

Pan profesór wybitnie spełnia wszelkie wymienione kryteria, dorzucając od siebie swoje idiosynkrazje: obecnie znów Polska to kraj bananowy, pełznący na czworaka przez historię i politykę, psujący się jak stara pasztetowa. Od głowy się psująca, bo głowy te wyrastają z określonego korzenia, i zastąpiły inne, zacniejsze głowy poprzednie – szlachetną sylwetę Jarosława, senatorskie oblicze Andrzeja L. i aryjską postać Romana G. – ludzi o znanej reputacji. Zgodnie z teorią niejakiej Kopernik o wypieraniu pieniądza.

Pan profesor też ciągle wypiera ze swojej świadomości to i owo, młynkując nieustannie tymi samymi argumentami w ciągle zmieniajacych się warunkach.

Najmocniej rozbawia mnie jeden, który przewija się przez większość jego publicystki: o marności wykształcenia młodych Polaków wielu roczników, nabywający pseudowykształcenie w pseudoszkołach wyższych, będących finalnie pseudowykształconą inteligencją. Nawet swego czasu ruszyło mnie to mocno, na skraj pisania… ale odpuściłem. Bo i co ja mam panu Zdzisławowi rzec? Że tak działa prawo podaży i popytu na wolnym rynku usług edukacyjnych, a wyniki tego procesu weryfikuje rynek pracy? Można nie poważać wszystkich dyplomów niepaństwowych ale za chińskiego boga nie plułbym na studentów i absolwentów tylko dlatego, że dyplom mają z niepaństwowego uniwersytetu. Co nigdy nie jest tożsame z jakością najwyższą, panie profesór.

Wracając do istoty problemu – nie sposób odpowiedzieć czy odpisać panu prof. Krasnodębskiemu w całości, i w szczególności. Z bardzo prostego powodu – każdy mniej lub bardzie wypaczony argument z jego tekstu musiałby być skontrowany dokładnym, przeciwstawnym i/lub wyjaśniającym akapitem. Nikt z tych nieszczęsnych Czytelników, którzy tutaj czasem zaglądają, nie zdzierży takiej polemiki i publicystyki.

Istotne jest jedno – teza o upadku państwa polskiego po upadku rządu Kaczyńskiego [piękny rym, w sam raz dla Semki albo Wildsteina].

Gdyby liczyć na amnezję opinii publicznej, to tak – taka teza jest uprawniona. Ale chyba nie odnotowano epidemii takiej amnezji więc po co takie wysiłki? Przekonać przekonanych? Utwierdzić utwierdzonych?

Prawackie mantry zmierzają w skutkach do jednego – do ugruntowania pewnego pakietu przekonań w jednej grupie wyborców, wyborców PiS-u, że tamte dwa lata to był okres heroiczny, okres wspaniałych i chwalebnych wysiłków zmierzających do wyrzgnięcia rozpalonym żelazem sprawiedliwości wszelkich zgnilizn tego kraju. I że klęska tego projektu i jego twórców to efekt spisku mediów, frontu sięgającego do postkomuchów po liberalizujących chrześcijan, z chłopskim kwiatkiem po środku. Że ”myśmy dobrze chcieli, a oni zdrową tkankę narodu otumanili”.

To przekonanie zawiera całą ideologię tego obozu – co potwierdził swego czasu klasyk Kurski stwierdzeniem że „ciemny lud to kupi” – naród jako całość jest mało kumaty, a bardzo podatny na manipulację. I tylko boli, że nasza manipulacja była gorsza od manipulacji tamtych, co wygrali wybory i teraz rządzą. Bo media, wiadomo.

Oczywiście musi tutaj swoje miejsce znaleźć i mantra o Michniku. Facet ma niebywałego pecha – wszystko, co spieprzą prawaccy politycy i publicyści, to efekt istnienia jednego Michnika. Jak on musi nieustannie czkać, kiedy wszyscy tak go wspominają.

Nie zastanawiał się nigdy pan profesor uniwerystetów licznych, że to może naród jako całość wykazał się większą roztropnością i mądrością, niż on sam i całego jego grono ideologiczne?

Że dla ludzi nie do zniesienia była permanentna wojna na szczytach i dołach, kiedy już nikt nie mógł się zorientować, która krucjata jest aktualna, który wybór jest prawidłowy, czyje deklaracje mają pokrycie w faktach? Że nie nieustanna ideologiczna wojna jest celem życia statystycznego Polaka, tylko jego własne życie? A o jakości tego życia decyduje sposób, w jaki władza jest sprawowana i medialnie i realnie.

Jeśli dowodem na modernizacje kraju ma być istnienie IPN-u i CBA to dziękuje, ja postoję. A jakież skutki tej modernizacji odczuwają Polacy teraz? Jaki jest dorobek tychże instytucji na polu unowocześnienia państwa jako struktury?

Korupcja zwalczana? Żart, wystarczy porównać statystki pracy policji na tym polu i samego CBA. Wątpliwej jakości sprawa Sawickiej wiosny nie czyni. A pana Lipca to kto mianował a potem skasował? Leppera? Kornatowskiego? Kaczmarka? Może Tusk i ferajna?

Próba mówienia, że istnieje afera stoczniowa, hazardowa to traktowanie konsumenta wiadomości jak przeżuwacza trawy. Czytałem stenogramy. I jak na razie nic z nich nie wynika, poza faktem, że Polacy przeklinają. Bo materiał dowodowy z tego żaden.

Pętał się tam koło stoczni handlarz bronią? Ach straszne… a jak leciał do Gruzji z ministrem prezydenckim ten sam handlarz, sprawdzony przez koordynatora Wannę, to był dobry i niestraszny? Zapach miał miły?

Istotą waszego trwania medialnego i istnienia publicznego jest przekonanie, że kraj znajduje się na krawędzi upadku – bo nie wy nim rządzicie. Nie wy decydujecie, kogo należy zamykać, podsłuchiwać, nagrywać itp. I kiedy efekty tego ujawniać.  To dla was jest oznaką modernizacji – zmodernizowane mordodzierżenie. Sprawienie, że stan podejrzliwości to stan naturalny, stan zagrożenia to stan aktualny.

Bo do was ma należeć decyzja, kiedy naród klaszcze, a kiedy maszeruje. Kogo kocha, a kogo nienawidzi.

W żaden sposób nie można mnie wstawić w wasze ramki wartościujące, w żaden sposób nie jestem statystycznym miłośnikiem i wyborcą Platformy. Gdyby ktoś 5 lat temu powiedziałby mi, że będę ze szczękościskiem głosował na PO, kazałbym mu odstawić leki które bierze, albo przestać brać te halucynogeny i zmienić dilera.

Ale głosowałem, bo już głowa i dupa bolała od rządów Kaczyńskiego i okolicy. Bo nic z tego, co w posagu gospodarka i los wam dał, wykorzystać wam się nie udało. Dla was gospodarka to mało ciekawe pole do popisu – z prostego powodu: jesteście nieukami ekonomicznymi, nie ogarniacie tej materii ni w ząb, nie wzbuda ona w was żadnego zaciekawienia. No chyba, że trzeba poszukać kolejnego układu działającego wam wbrew.

Dla was ta materia w żaden sposób nie jest związana z losami państwa i społeczeństwa, wy jej nie dostrzegacie jak dzieci podczas zabaw nie widzą potwora, kiedy schowają głowę pod poduszkę. Potwór przestaje istnieć.

Dla was modernizacja to rządy ideologiczne, skupione na budowaniu nowego człowieka. Portfel tego nowego człowieka was kompletnie nie interesuje, bo jak wiadomo ”jeśli ktoś ma pieniądze, to skądś je ma”.

Wam się marzy władza całkowita, totalna, władza na umysłem, bo w swojej wizji świata wierzycie w triumf wizji ideologicznej nad materią rzeczywistości. Byli już tacy w przeszłości, i nie raz jeszcze przyjdą w przyszłości. Zawsze z opłakanym skutkiem dla rządzonych. Ale co tam lud i jego losy! Ważne są umysły ludu. Je trzeba zdobyć i pokonać.

I jakże wy teraz macie się odnaleźć, kiedy lud was już nie kocha? Musie trwać i gdakać o upadku państwa, o marności polityki, o słabości władzy. Bo przecież kłamstwo powtórzone tysiąc razy stanie się prawdą. Dla was celem nie jest modernizacja jako synonim państwa wydolniejszego, mniej bezwładnego, mniej wszechogarniającego rzeczywistość.

Dla was celem jest goła władza, to działa na was jak największy afrodyzjak. Nie wizje skutków tej władzy, nie możliwość skupienia sił na celach realnych, namacalnych dla każdego statystycznego mieszkańca tego kraju – sama władza jest celem. Po jej osiągnięciu głupiejecie jak pies zerwany z łańcucha, by potem rzucać się od ściany do ściany w konwulsjach pomysłów i projektów.

I w żaden sposób nie staracie się pojąć, co leżało realnie u podstaw kolejnej porażki. Bo wtedy macie komfort obrażenia się na wyborców i ich wolę zrealizowaną jedną kartką i jednym długopisem.

Osobiście wolę kryzys Tuska niż tłuste lata Kaczyńskiego. Bo ten pierwszy daje szansę, że może coś konstruktywnego na kryzysie wystawi w tym kraiku. Ten drugi pozostawił tłustą krowę samopas i skupił się na szukaniu innych pastuchów, co podobno kradli kartofle z ogniska.

I w żaden sposób obrażaniem się na innych nie odbierzecie im prawa do decydowania o kraju i o swoim losie jako jednostki.

Radzę częściej przecierać okulary, panie Krasnodębski. Bo kiedyś potkniesz się pan na prostej drodze, pobijesz szkła, porysujesz twarz i znów winna będzie Platforma Obywatelska, Michnik i „Szkło kontaktowe”.

Reklamy