Grzeczni zbójcy stali przy gościńcu jakem sobie jechał

Jak mawia stare przysłowie – nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu. A niżej wyłuszczenie moje, dlaczego.

Że telewizja państwowa, dla niepoznaki nazywana „polską” to syf wymieszany z malarią, wie każdy średnio rozgarnięty człowiek. Oczywiście człowiek z pułapem myślowym przekraczającym horyzont zdarzeń zakreślany przez emisję „Plebanii” czy kwadryliardowego odcinka „Mody na sukces”.  I dla wszystkich protestantów, głoszących metodę „ogłupiającego oczyszczania umysłu” poprzez oglądanie rzeczonych produkcji – nie kupuję takiej bajki, moi drodzy. Są znacznie lepsze i zdrowsze metody na relaks ewentualnie reset zmęczonego umysłu i duszy.

Teorii na to, dlaczego taki tam syf panuje, jest wiele, każda inna i każda finalnie sprowadza się do konstatacji „mało dudków, panoczku”. Mało na misję, mało na pomysła szlachetne, na programy ambitne itd.

Jak zapytacie decyzyjnych, to większość z nich powie „a bo byśmy chcieli telewizji takiej jak BBC, z takim finansowaniem..” i dalej w ten deseń. Też bym chciał mieć kilka rzeczy w życiu i w kraju, jak mają owsiankożercy. Nie mam, i muszę nadrabiać aktualnie posiadanym zestawem narzędzi.

Mizeria tej telewizji nie polega na braku pieniędzy – to mit, który jak to mit doskonale zakorzenił się w pewnych przestrzeniach opinii publicznej i wisi jak dzwon kościelny. Mizeria, upadek i gnój tej telewizji wynika z jednego prostego, prostackiego powodu – telewizja nazywana państwową to dojna krowa i dziwka najemna polityków oraz ich polityczno-towarzyskich mianowańców, eunuchów bez twardej dupy i honoru.

To chyba nie brak pieniędzy fundował serial ze zmianami na stanowisku prezesa tewałpe, jaki mieliśmy przez ostatnie niemal 4 lata. Dworak poleciał z czworak, bo pod PO był podpięty nieborak [co bajka, ale tam – ładnie się rymuje, i politycznie dobrze idzie]. Przyszedł Bronek co ma macowaty korzonek – poleciał, bo Jarkowi od brata zadzwonił komórkowy dzwonek – trzeba Andrzejowi dać trochę pociamkać w tym korytku. Potem i Andrzej jakoś się wyliniał i wypatrzył, w tzw. międzyczasie rozyebała się Jarkowi koalicja, przyszly wybory, przypełzło złe PełO, a w telewzji i radiu publicznym sytuacja przypominała pożar w burdelu.

I każdorazowo Janki, Bronki, Andrzeje i te, no…, Farfały [nawet nie pamiętam imienia jego, taki był ważny] ciągnęły za sobą dwór pełen ludzi własnych, każdorazowo czyścili kadry, a każdy co raz dogłębniej wymieniał personel. I każdorazowo jak musieli spierdalać – to wypłacano im odprawy, jakieś kosmiczne należności z dziwacznych kontraktów, które za każdym nowym prezesem windowały stronę finansową na kolejny level. Żeby było śmieszniej – były nawet klazule o płatnym zakazie pracy u konkurencji.

Państwo wybaczą ale – kurwa mać, która prywatna telewizja chciałaby zatrudniać takiego Urbańskiego czy Bronka ? Oprócz państwowej ofk? Are we clear? No.

Ale żadnemu z tych politycznych nominatów nie zależało na losie telewizji i radia państwowego. Na poprawie jakości, na poszerzeniu oferty. I prosiłbym nie pierdolić mi tu głupot, i nie wylatywać ze statystykami. Że co? że teatr telewizji? Że kurwa CO? Kolejny spektakl o ubekach złych i szlachetnej podziemności, i ”jeszcze Polska…” przez zakrwawione wargi? to jest teatr? to proszę zmienić nazwę na teatr telewizji i ipeenu.

Że programy dokumentalne? Że co? Oferta dla kogo? Ja nie mam pracy stróża nocnego, żeby sępić o 2 w nocy interesujący mnie dokument. Jeśli jest nieźle, to ja już śpię o tej godzinie. A nawet jak nie – to kurwa nocą nie chce mnie się telewizji gapić.

Że premiery filmowe? Że co? Wasze premiery filmowe znam od lat, w niektórych przypadkach mogę siedząc tyłem do ekranu jechać całymi ścieżkami dialogowymi. Oczywiście, nic nie pobije polsatowskiego rytuału „Kevin sam w domu” na każde bożnorodzeniowe dni – ale jesteście chłopcy i dziewczęta blisko, bardzo blisko tej linii.

Jedno, co wam idzie doskonale, to produkcje kolejnych popieprzonych seriali, zwiększanie powtórek powtórek powtórek, wywalanie kasy na kretyńskie widowiska „Jak sztywnieją im w wodzie” czy „Pierdząc z gwiazdami”, na koszmarne sitcomy pseudodokumentalne [poszukać, jak ktoś nie pojmuje o czym ja wam tutaj gadać]. Gdzieś coś mnie się o głuche uszy obiło, w oczy ślepe wczytało, że produkcja tego nowego „Domu nad bagniskiem i z pogorzeliskiem” to kilkaset tysi za odcinek szła. Bo to książkowy bestseler itp.

Bołże, spraw żeby mnie krew nie zalała! Jeśli to jest literatura to ja jestem mistrz kuchni w Sheratonie. Ale sfilmowaliście. Poszła kasa na coś, co normalnie używałbym jako podpałki w kominku.

Ale wróćmy do nurtu. I tak upadaliście z roku na rok, z dnia na dzień. A potem przyszedł zły Kaszub i powiedział, że zamiarowuje zlikwidować abonament rtv. I eksplodował granat w szambie.

Kombinujący narodek polski uznał, że skoro i tak „zniesą tego podatka”, to po co jego płacić? Co rozsądne trochę jest.

I nagle źródełko pieniędzy przestało ciurkać. Zaczęło brakować kasy na teraz i już, bo przesz trzeba gwiazdom w wodzie i bagnisku płacić te honoraria, trzeba kręcić te serialiki, te debilowate teleturnieje, który wygrałby nawet pies mojego sąsiada. Samo wpieprzanie reklam w każdą możliwą szczelinę okazało się niewystarczające.

Czemu ach czemu tak się stało, czemu się zesrało? Proste jak budowa cepa ebonitowego: po 1 primo widz to samo ma bez abonamentu przymusowego w tewałenie i polzacie, i co tam jeszcze mu zgarnia antena. Po 2 primo tenże widz często gęsto ma płacony abonament za kablówkę, cyfrowy polzat albo co tam jeszcze – i całkiem logicznie uznaje, że raz jak płaci to to wystarczy i nie będzie drugi raz płacił. Po 3 primo ten sam widz przestał się bać, że ktoś mu kukę zrobi za niepłacenie abonamentu. Jeśli tylko poszedł i wyrejestrował telewizora, to można jemu na pancerz skoczyć, temu widzu. A nawet jak nie zrobił wyrejestracji, to coś słabo widzę wyegzekwowanie zaległych należności z odsetkami od niepłacących. Aż tylu nie da rady ogolić na raz, to raz. Dwa: żadna władza w kraju nie pozwoli sobie na wkurwianie obywateli przed samiuśkimi wyborami tak idiotycznym posunięciem. Ponieważ azaliż nieustannie jesteśmy w tym kraju przed jakimiś wyborami, to „zapij wodą”, jak mawiał stary majster na budowie.

Zapewne gniło by to jak trzonowiec, długo, śmierdząco i boleśnie, gdyby nie odnaleźli się Don Kiszotowie Obywatelscy.

Póki trwała jeno polityczno-towarzyska napierdalanka na szczytach władzy, środowisko twórców jedynie niemrawo  mruczało, wydalając z siebie co czas pewnie list to protestacyjny, to w obronie, to apel, zaraz gdzieś publikowany. Najczęściej w GieWu. Lamentacje i rwanie włosów z głów były traktowane jak coś w miarę oczywistego – „oni, Elyty, to panie dbają o naszom kulturem, o nasz poziom edukacyi, o nasze gusta walczą jak te lewy nie wymierzejąc, panie…”. Właściwie kwartał bez apelu twórców w obronie kultury to siakiś takiś pusty był.

Ale potem, jak dni w kalendarzu spływały, widać było okiem nawet zabielmionym, że mecenas wszelkich pomysłów artystycznych, sponsor koncertów i benefisów, gmyra krótkimi paluchami w sakiewce, i co raz częściej ma jakieś oberżnięte grosze zamiast czerwońców.

Część tfurców się zafrasowała serio losem narodu unurzanego w błocku komercji i świecidełek, radzić poczęli „co robić, bracia? co robić?”. Część w głębi serc szlachetnych i gołębich zadrżała „..a kto mi da kaskę na ekranizacje ‚Janka Muzykanta’ albo nawet i ‚Mendla Gdańskiego’, jak telewizja matka nasza zdechnie z głodu?”.

I krzyknęli do siebie „razem! bracia, do wyłomu!’. Kongres zwołali, na kongresie się policzyli i postanowili „projekt zróbmy, siądźmy mądrzy a doświadczeni i zróbmy tak, by matkę telewizję naszą uratować, a i substancję w narodzie uszlachetnić”. Co też uczynili.

Uradzili ciekawie. Z yaycem nawet uradzili – bo tylko ze śmiechu się kulać czytając pomysła. Otóż won będzie z abominacyjnym abonentem ertefał. Won! W miejsce jego damy 8 złotych od głowy co miesiąc rozliczane rocznie przy picie i cicie [znaczy się przy PIT i CIT rocznym]. Zachowamy oczywiście prawo do reklam, ale zrobimy taką odwrotkę, że tylko 30 %  produkcji to będzie komercja, reszta to będzie „MISJA”. I komercyjne hieny też będą dla nas, tj. dla telewizji, robić misyjne programy, emitowac i misję u siebie realizować. Ba! Mało tego – projektotwórcy szlachetnie i rycersko zapowiedzieli, że w tak zreformowanej telewizji i radio to oni nie zamiarowują się pchać na stołki.

Policzyli sobie Panie i Panowie, że ze samego pitowania-citowania to im 2 miliardy rocznie się pojawi w kieszeni telewizji. I jakieś półtora miliarda z reklam jeszcze wpadnie. I wtedy damy radę! I zrobimy takie polskie bibisi, że Anglikom oko zbieleje, melonik się sfilcuje i szczena opadnie do podłogi. Będzie wszystko, co kulturą jest, będzie mlekiem i miodem płynęło i ogólnie superaśnie będzie. My wam to mówimy, jakżeśmy to już policzyli zaplanowali.

Taaa…

Ja zaś nad brzegiem rzeki Pierdy usiadłem i zapłakałem… jak bóbr rzewnie i wylewnie zapłakałem. Z trudem tylko nie popuszczając w porcięta ze śmiechu jednocześnie.

Jeśli trzeba coś spieprzyć od początku, na dzien dobry i od podstaw, dajmy to Polakom.

Przecież jak to się czyta, te pomysły, to żal serce z dupą ściska.

Bezrobotni też będą płacić? A jak, skoro są bezrobotni, i nie pitują tzn. nie mają czego opitować? Czyli że co – zwolnimy bezrobotnych, a koszty opłat poniesie państwo – tak jak dziś pokrywa za bezrobotnych ubezpieczenie zdrowotne?

Biednym polskim rolnikom też darujemy ten ciężar, tak? No skoro oni nie pitują, to chyba nie zapłacą, prawda? A może to oKRUSujemy tylko na zasadach krusowskich – raz na kwartał od hektara 10 groszy płatne rocznie? Co?

A szanowne osoby duchowne jak opłatami obarczymy? Skoro one szanowne, duchowne i w dodatku ryczałtowe są, te osoby? Tak kurwa na marginesie – sprawdzał ktoś jak tam kościelne przybytki z opłatami za abominacyjny abonament stoją?

A czmu to jest 8 złotych a nie 10 czy 5? jak byśmy dali takie 1o to wychodzi ładne okrągłe 120 a nie jakieś paszkudne 96 rocznie. Złotych.

I czemu każdy w rodzinie dowolnej ma płacić, skoro do teraz to się płaciło za skrzynkę doma?

I co w zamian? Że niby esemesem to sobie będę mógł rozkodować dałnload „Czterech pancerny i Marusi”? Albo kolejny odcinek „Siostrzyczek”? I że mnie obiecujecie więcej kultury, mniej chłamu i praktycznie wcale bydła politycznego? Z sercem na ręku mnie obiecujecie, jeno żebym zapłacił te 8 zyla miesięcznie, to będę miał wspaniale? Bo mnie obiecaliście?

Tak sobie pomyślałem „boże, jak to nic się nie zmieniło przez tyle lat – my wam obiecujemy, a wy się zgadzacie”. „Jak władza mówi, że nie da – to nie da. Jak mówi że da – to mówi”.

Można by rzec, naiwność to szlachetna jest, oni twórcy chcą kulturę ratować, której rozsadnikiem i pasmem transmisyjnym jest telewizja oraz radio państwowe. Taak? Za pomocą selektywnego podatku pogłównego, rodem konstrukcyjnie z rozwiniętego średniowiecza? Pod batem przymusu państwowej egzekucji, bez możliwości rezygnacji z takiego podatku za deklaracją?

Bo nie odnalazłem nigdzie informacji, czy projekt przewiduje możliwość rezygnacji z płacenia tego podatku pod obietnicą nieoglądania telewizji. Co mnie nie dziwi – wtedy jakieś 19 milionów Polaków zadeklarowałoby, że przestaje oglądać telewizję i słuchać radia.

Coś mi obiecujecie, tylko jeszcze nikt nie wie, co to będzie. I niby mam uwierzyć, że rzeczywiście będę mógł obejrzeć dobry TEATR w telewizji, a nie kurwa kolejną patrotyczną propagitkę rodem z pogadanek prezesa Kurtyki? Że znajdę o 21 czy 22 dokument z roku bieżącego lub poprzedniego, nie będący opowiastką o autentyczności całunu z miasta Fiata czy opowieścią o dupie maryni? Że będzie okazja posłuchać przez 45 minut czy godzinę w niedzielne popołudnie o premierach książkowych, omawianych przez inteligenta a nie symulację interaktywną inteligenta? Że będzie podobny program o kinie? o muzyce? Że może wróci Pegaz? Mądry kabaret telewizyjny w stylu mannowskomaternowskim? Że nagle prawosławni, metodyści, żydzi, buddyści, ateiści i wszelcy inni sataniści będą mogli pokazywać się w telewizji, pokazując siebie, swoje światy, etyki i kultury? Że programy publicystyczne będą traktowały mnie jak myślącego odbiorcę, a nie jak tępego gównozjada, który reaguje tylko na najprostsze bodźce i szczucia?

Że pokażecie świat takim jaki jest – wielowymiarowy, wielopłaszczyznowy, dziwny ale ciekawy?

Bo ja wam zapłacę w ciemno te sto złotych przy składaniu deklaracji podatkowej? Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie że albo ktoś chce mnie zrobić w kły, albo ktoś jest bardzo ale bardzo naiwnym idealistą, w swojej nadgorliwości nie dostrzegajacym oczywistych sprzeczności i błędów tego pomysłu.

Przykro mi – nie zapłacę. Choćbym miał pójść siedzieć do pierdla = nie zapłacę! „no taxation without representation”, Panowie szlachta.

Teraz oczywiście jak pomysł poszedł w lud, twórcy mówią, że to szkic, że to jedynie propozycja wyjściowa do prac. Dziwne – jak na szkic, to dość sprawnie określiliście sposób zdobycia pieniędzy, ale już nie ich wydatkowanie.

I tym sposobem zdechła kolejna „szlachetna inicjatywa”, zatłuczona nadgorliwością jej heroldów i płodzicicieli zarazem.

Jesteście panowie Twórcy, jak tytułowi grzeczni zbójcy, co stoją przy gościńcu i chcą grabić podróżnych uzbrojeni jedynie w „poczucie smaku”, i grożący jedynie ostracyzmem oraz pogardą tym wszystkim odważnym, co uniosą głowy i mieszki. I obrażacie się, gdy nikt po dobroci grosiwa a i konika wronego oddać wam nie chce. Smutne.

Bo prawdziwi zbójcy oczkami nie mrugali, jak trzeba było wrzasnąć do panoczka na gniadoszu albo i korda mu w brzucho wrazić celem zagarnięcia dukatów, konika i przyodziewy.

Jedyny abonament, jaki zamiarowuję płacić, to ten za sieć i za lasta – bo wiem, co dostanę w zamian. I nikt z obu abonamentobiorców nie twierdzi, że wie lepiej do czego mnie ma służyć opłacona usługa. Są uczciwymi zbójcami na gościńcu. Mogą wrazić korda w brzucho moje.

………

Gdyby ktoś sobie myślał, że ja takie teksty płodzę od ręki, to odmawiam rozmowy z nim. To jest SZTUKA, i ona rodzi się długo i w bólach, oraz w kofeinie i nikotynie 😉