Komercyjnie naładowany fanatyzm


Z dzikim uporem „walczę”  z wpisem [‚blognotką’ phyy] Orlińskiego z wczoraj o chujowiźnie decków i lapsów opartych o linuchy i windozę oraz o wspaniałości makówek i softu speszalkriejted pod ten typ. Sam wpis orliński klasycznie, nica mnie nie dziwi nadmiernie, natomiast dyskusja jest już z deka męcząca. Przypomina przepychanki polityczne w tym jęczącym kraiku.

Z dupy zdaje mnie się ten spór/konflikt makowców z resztą świata, będący równie zdupnym jak nieustanny napierdolnik pomiędzy linuchami a windozowcami. Wszystkie strony gotują własne jądra we wrzątku, byle tylko bronić honoru własnej marki/softu.

Irytująca u Orlińskiego jest maniera pisania w stylu wyższości konsumenckiej „wy tam na pecezetach to jesteście w krzemieniu pasiastym bo nasze Jabłko to robi wszystko i jeszcze więcej, a dodatkowo my nie musimy się męczyć pojmowaniem”. Że niby nica mnie nie interesuje, co mam pod maską, bo to ma mnie samo grać i buczeć jak należy. Apple uber alles.

Okiej, mnie tam wsio rawno, jak śpiewał jeden zając z Moskwy. Ale ciężko jest słuchać/czytać popierdółek w stylu ”na makówkach to problem wirów nie istnieje, a pecetowe antywiry jebią po systemie że ledwo sapie, linuchy zaś to w ogóle zdupiste są bo trzeba wszystko ręcznie itd. i jeszcze jakieś sztuki z aptgetowaniem, kernelowaniem i ple ple nic nie chce działać” albowiem ”apple pstryk i myk”.

Ponownie okiej, tylko że ja nie za bardzo chwytam przekaz. Bo nie pojmuję wyższości owych makówkowych wianków nad zębatkami windozy czy trybikami linuchów.

Osobiście lubię wiedzieć, co „mam pod maską”, więc nie jest mi obojętne co korpora zapodała mi z pełnym instalem systemu. Wszelkie windozowe pseudozabezpieczenia wywaliłem, łącznie z mitycznym murem. Zainstalowałem namiastowo darmowego [o matko! apple tego nie robi! nic za darmo] antyvira na decku i na lapsie = i jak rany, przez ostatnie 4 lata miałem DWA alerty o wirusie, i jedną próbę instalacji. Muszę zaś przyznać się bez bicia, że odwiedzam w sieci takie norki, gdzie łatwo o syfa, i łatwo go przywlec do domu – a jednak zdrowym do dziś.

Z linuchem było troszki inaczej, bo przed romansem uważałem całą sprawę za magicznie bleblanie dla maniaków programowania, pryszczatych spasieńców 😉 Dałem się jednkowoż namówić na romans z linuchem i jest gites, tak jak było gites. Jedyny ból jaki miałem to krzaki z siecią, bo Ubuntu nie widziało po ludzku mojej neostrady via modem USB… co w sumie nie dziwi, bo to kurwa technologicznie jest archaik już dziś, ale to tepsa rozdaje karty w regionie i nica na to nie poradzę. Więc z linuchem i neo musiałem powalczyć, i działało choć ze zgrzytaniem. Dopiero jak wyjebałem cały ten usbowy szit i postawiłem sobie wdzięczny ruterek – ubuntu po odpaleniu nawet mnie nie informuje że jestem podpięty do sieci.On się podpina i już.

To samo robi vistowo opleciony hapek, odpalany co ranka – znów windoza działa, sama się łączy, widzi i wifi,  i bth, a jakbym miał dziki kaprys to jeszcze nawet  mam 4 wolne porty usb. I zrobili to na lapsie opartym pod windę – niewiarygodne.

Co mnie się apdejtuje to tylko za moją zgodą, pasma je tyle co sikorka. Fakt, jak podnosiłem jajco na Matce do ostatniej wersji Ubu to pasmo troszkę zdyszane było. Ale to wszystko z mego lenistwa bo nie chciało mnie się płytki zamawiać. Wiem, wiem w makówkach ten problem nie istnieje.

Co by było jasne – na windozach i linuchach znam się szczątkowo, to bardziej na zasadzie dłubania z ciekawości wrodzonej doszedłem do wniosku że windoza i uboza pasują mnie idealnie, nie szkodzą, nie gryzą itd.

Fakt, znajdzie się człowiek, który wskaże na mnie palcem i powiem ‚bad puppy, liar’ – rzeczywiście kląłem kiedyś swojego xp-eka za zwieszki i inne zmuły. Z własnej winy: należało wypierdolić poinstalowane przez lata nakładki i dodatki, więcej problemów nie było. Ach, no i regularnie czyścić wszystkie dyski ze złogów.

Wiem, wiem w makach tych problemów nie ma nic a nic. Tam pewnie nawet dysku twardego nie trzeba sobie sprzątać, bo makówa sama po sobie sprząta.

Miałem itjunsa do grania muzy głównie. I stwierdzam śmiało – to kaszanka jezd. Straszny wodotrysk, który żarł mi pamięć jak żaden inny program. I oczywiście kąsał się z innymi równolegle pracującymi aplikacjami. Wiem, wiem = to dlatego, że nie miałem orginalnego makowca, wtedy by cacy było.  To ja wolę fjubarkiem sobie pograć – mało waży i jest spokojnie zrobiony.

Sumując to wypominki – teksty o makowcach w wykonaniu Orlińskiego przypominają mi fanatyzm konsumencki: „tak bardzo kocham swoją markę, że wszystko co robią jest przefajne a ci, co nie mają gówno się znają”. Taki mały snobiźmik: a wy paździochy i kiepskie, co nie zarabiacie tyle kilo co ja, i nie kupujecie od apla to właśnie paździochy jesteście z dziwnymi upodobaniami i problemami będącymi konsekwencją waszych wyborów konsumenckich, wy biedota wy.

Ciekawe.

Decka Matkę mam składaka, lapsa HPka, dysk przenośny Seagate’a, mp3plejera jakiegoś nołnejma za śmieszne grosze. I wszystko mi jakoś działa, za bardzo w dupę nie kopie [ba! nawet już zapomniałem jak kopało], i żadne nie jest wycacusiane-milusie z miłości do superkorpory co robi wszystko pod swoich juzerów-klientów. Kupiłem bo mnie to potrzebne jest do pracy i/lub rozrywki. I jest estetyczne wizualnie, tak hardłerowe kształy jak sofłerowe  formy, zwłaszcza ostatnie Ubu. To co ja mam jeszcze chcieć?

Ach, no i jak wzrośnie mnie IQ to może nawet sam sobie coś pod swoje ubu napiszę, jakiści fajny program splątany – i nie będę czekał aż akurat dezajnerzy i menadżery od korporacyjnej mamusi uznają że juzerowi się to przyda? No ale to nie będzie makowiec.

Nie lubię kilku rzeczy : ciepłej wódki, basujących beemek z przyciemnionymi szybami, yorków i fanatyków. Ideologicznych, religijnych i konsumenckich.

Jednak jako paździoch z prowincji, nie czeszący tyle kilo co pan redaktor jestem poza nurtem rozważań i uważań, bo marny ze mnie kultysta konsumencki. Co w konsekwencji efektuje zlewnym sikiem pana redaktora w moim kierunku.

Chyba popadnę w smutek czy co? Bo mam windę, lubię linucha i nie używam ajfona oraz itjunsów.

9 responses to “Komercyjnie naładowany fanatyzm

    • Biorę trochę poważniej niż standardowo, bo się redaktoru klapka zamkła – zauważ fajer z jakim ciągnie po przeciwnikach makówek ujawnionych w dyskusji. Niemal krusejder z niego – co innego duża dawka ironii, sarkazmu i ZWŁASZCZA autoironii, a zupełnie czym innym jest popadanie w monotonię, i rypanie sloganami.
      Mam avasta od lat i NIGDY nie miałem problemów opisanych przez Orlińskiego, co dodatkowo wystawia mu świadectwo jako juzerowi podrzędnej jakości ‚bo mnie się nie chce coś tam’ i opowieści jak to antyvir zaciąga zyderliony bajtów apdejta. No litości.
      Zaś tekst o myciu i woskowaniu za stówkę staje się żenujący po 4 powtórzeniu.
      Znam ludzi, dla których setka do przodu czy do tyłu to ważna sprawa. Ja nie zapomniałem z jakiej dupy mi nogi wyrosły, Orliński [tak domniemywać śmiem] kapitalizm widzi li jedynie z pozycji własnego portfela i wyciągu konta na dzień fafnasty miesiąca.

  1. tak, lubię moje Maki (nomen omen); ale z telefonow to chyba wolę nokję; a nie ajpodafona. (choć moja Rzona dałaby się zań pokroić, taki to bezmyślny telefon ;–)
    tak, irytująca.
    —————-
    i dodam, że właśnie to, co pod maską – zawsze mnie zniechęcało do PC-tów (jeszcze z DOS, chyba 3.3 a na pewno już 5 (= mam legalny ;–)
    narzędzie jest po to, aby pracowało; a nie – do podziwiania (z zewnątrz czy w środku, za 1dno)

    • I tak, tak, tak oraz tak… ale:
      Jak ładnie to ja już mam ładnie bo mój black ProBook zajebiaszczo komponuje się ze srebrem przenośnego Seagate’a, co do kupy z minimalizującym stylistycznie biurkiem daje mnie całkiem wyraźne doznania estetyczne.
      Dla mnie to mitologia z makowcami jest, bo NIGDY nie będzie tak, że laps zaspokoi potrzeby każdego użytkownika: i fanboja kilującego w megagiery, i grafika, czy pana Stacha z wulkanizacji. Dla jedny będzie coś miał za mało, dla innych [lurkerów internetowych albo sporadycznych juzerów] ta sama konfiguracja będzie miała nadmiarowo wysokie parametry, których nigdy w przewidywalnym terminie użyć zechcą.. co przy resursie standardowego makowca sprawi, że wywalą kasę na dobre samopoczucie.
      Za taką samą kasę zdołają złożyć/złożą im pecetozę dobrze podkręconą pod potrzeby, z wolnym marginesem na rozbudowę, jeśli kiedykolwiek zechcą zrezygnować np. z giercowania na rzecz grafiki czy edycji tekstów.
      Ale powyższy przykład nie oznacza mojego przekonania o wyższości składaków nad makowcami [przy czym te pierwsze mogą mieć naprawdę zajebio wygląd]. Raczej przekonanie, że tym razem rynek w stopniu zbliżonym do doskonałości realizuje maksymę „każdemu według możliwości i potrzeb”, co nie wiąże się z przekonaniem, że użytkownicy produktów firmy Giordano Macchiaveliano są megalepsi od juzerów sprzętów Fankielsztajn i Tomagochi.

    • to megabagieta była, ale dopiero w dyskusji nad wpisem. Redaktor się zaszarżował na śmierć, stosując kilka niezwykle ciężkich konceptów porównawczych, a teraz próbuje udawać, że został źle zrozumiany, kontekst wypaczony a ogólnie to to jest jedno persyflaż, onomatopeja czy innych dzyndzel – czyli to samo co pacjenci z szeroko przez niego opisywanego Psychiatryka.
      Co jednak nie zmienia faktu, że odbiór komunikatu był „ciule-ście jak kupujecie lapsa a nie makbuka, ciule-ście jak siedzicie na linuchu albo windozie”. Ale kurfa nie!, on nie ma takiego zamiaru, on tylko dalej udowadania że apple uber alles, zaś reszta świata to może sobie najwyżej potrukać w tutkę.
      Tzw. moje na wierzchu. Zaś z niego taki marksista 3gieneracji jak ze mnie ortodoksyjny lefebrysta – się kiedyś tym jarałem.

  2. Stroeheim :Biorę trochę poważniej niż standardowo, bo się redaktoru klapka zamkła

    No ale jemu w tym temacie zawsze się zamyka. Taki folklor. Pewnie, że niektóre jego wypowiedzi są dość smutne (zwłaszcza jak na rzekomego marksistę).

    Mnie w takich makfanflejmach bardziej od sprzecznej z moim doświadczeniem upierdliwości i awaryjności windows bawi rzekoma niezawodność i łatwość obsługi maków. Jakimś cudem jedno z bardzo nielicznych moich spotkań z makiem skończyło się totalnym zawieszeniem systemu, jakimś cudem pewien interlokutor internetowy zniknął mi z czata i parę minut później wrócił mówiąc „mac zaliczyl bluescreena […] tzn. nie byl to bluescreen 😉 estetyczniejsze nieco. ale do tego samego sie sprowadzilo”. Jakimś cudem mój szef, człek inteligentny ale fan Maków, co i rusz potrzebuje pomocy fachowej w obsłudze swoich iCacuszek…

    • Te jego opowieści – i nie tylko jego – to takie same ‚urban legends’ jakie cytuje przy okazji własnych wpisów i felietonów. Tyle, że w tym wypadku jego ‚urban legend’ jest ‚oczywistą prawdą’ o wyższości jednego produktu jednej korpory nad produktem innej koropory/korpor.
      Mit niezawodności makowców i ich odporności na wirusy należy do tej samej kategorii, jak legenda o odporności linuchowych dystrybucji – trudno wymagać od przestępcy, żeby pchał się z pałą do ciasnej uliczki na podgrodziu, jak może łupać ydyjotów na szerokim gościńcu.
      Jak by to rzec – rozwód z Orlinskim będzie łatwiejszy, kiedy można było poczytać popisy bucerii korwinowskiej w jego wykonaniu jako autentyk emocjonalny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s