Jak wiadomo orły latają wysoko

Mazurek przesłuchiwał Orła. Wiem, z przyrodniczego punktu widzenia to niesamowite zjawisko, unikatowe.

Niestety, świat dziennikarsko-polityczny nie takie zjawiska widział. Mazurek w „Rzeczpospolitej” tego Orła przepytywał, Orła od telewizji państwowej, prezesa tejże. Wiedziony nudą do kibla zabrałem świąteczny numer Rzepy i muszę przyznać, że lektura była adekwatna do okoliczności.

Ja pomijam pląsanie pana prezesa w oparach hipokryzji dobrze maskowanej [w żaden sposób nie jest niczyim politycznym protegowanym, on zwyczajnie wygrał konkurs na prezesa], pleplanie na poziomie powiatowej gazetki wydawanej przez pana starostę i dla pana starosty. Pomijam deklaracje o apolityczności – bo jak je słyszę, to mogę w ciemno obstawiać kolejne upolitycznienie tylko odcień będzie zróżnicowany subtelniej. Pomijam zapowiedzi heroiczne o „poziomie oferty programowej” – dla mnie może nawet Leszek zatańczyć przy rurze, i tak już nie ma czego zmienić. I mogę pomijać tak do końca dwóch stron wywiadu ale pan prezes walnął tak dobry tekst o dwóch tuzach dziennikarskich w tivi, że żal nie cytować:

Mazurek: A pan lubi program Pospieszalskiego?

Orzeł: Oglądam, bywa lepszy, bywa gorszy, ale generalnie jest niezły.

Mazurek: A Tomasza Lisa?

Orzeł: Jako widz czuję dyskomfort, gdy prowadzący staje się głównym aktorem i czasem mnie to drażni. Nie lubię, gdy dziennikarz zajmuje jednoznaczne stanowisko i staje się stroną w sporze. I u Tomasz Lisa czułem taki dyskomfort.

Mazurek: A u Pospieszalskiego nie? On też zajmuje stanowisko.

Orzeł: Być może grono osób, które zaprasza, i formuła programu jakoś to równoważą…

Mam coś jeszcze cytować albo i dodawać od siebie? Chyba pan prezes wyjaśnił wyczerpująco zagadnienie.

.

Co do mojego czytania w kiblu – znajdą się tacy, co potwierdzą że nawet przy pastowaniu zębów będę czytał etykiety na chemii łazienkowej. Taka nerwica natręctw.

Więc w kiblu też można. Czytać gazety można.

.

Łabądzie dominejszyn ciągłe

Nie chce mnie się gadać.

20…. minus 20

Biuro Prognoz Wszelakich i Totalnego Zniechęcenia podaje: o godzinie 22:10 temperatura wynosi -21 niejakiego Celsjusza, prędkość wiatru wynosi 20 km/h, tubylcy stosują dwie metody surwiwalu: siedzą w domach przy paleniskach, albo gromadzą się przy wyszynkach, konsumując na potęgę. Nasz wysłannik po spożyciu 3 pszenicznych piw donosi, iż warunki atmosferyczne są znośne jeżeli miast krwi posiadamy płynny glikol. Istnieje plotka lokalna, zaliczana do urban legends, iż NASA prowadzi w naszym regionie badania nad kriosnem.

Do wiadomości badaczy z NASA: o ile nie przewidzicie zwiększonej konspumcji C2H5OH wśród astronautów przed snem w ‚lodówce’, o tyle wasze eksperymenta są o kant dupy do rozbicia.

Wizyta w galeriach handlowych lokalnych [proszę się nie śmiać, chamstwo na prowincji posiada takowe, średni przerób osobowy wynosi jakieś 15 kilo obywateli na dzień] dowodzi organoleptycznie że kryzys ekonomiczny w tej części kraju jest li tylko zjawiskiem medialnym. Wiem, my jako ludzie pogranicza zaliczamy się do podgrupy pasożytów i złodziei oraz przemytników, ale cóż…. z czegoś żyć trzeba. Tak więc, bracia i siostry w portfelu, nie lękajcie się : populacja wieśniaków w Polsce B nie przestała kupować – głównie dzięki funtom i euro z Wysp Brytyjskich. Amen.

Ocierając się rozkosznie o tłumy w sklepach słyszałem głosy rozmaite:

Wiem, wiem – u wieśniackich Wolaków to może śmieszyć, ale lubię pomiędzy wypasaniem jednego a drugiego stada czasem coś poczytać ‚mundrego’. Po lekturze fujarki z kory brzozowej są ładniejsze.

PS. A bo coś sobie przypomniałem – jak macie Państwo problemy z prezentami pod jodełkę grudniową to polecam dwupak zawierający dwie serie miłego serialu „Sons of Anarchy”. Bosh moj, Ron Perlman nadal wygląda jaka kozia dupa o północku, lecz serial jest zacny. Czego dowodem niechaj będzie fakt, iż żadna z naszych polskich bogojebnych stacji telewizyjnych nie zdecydowała się na emisję. Amen.