Jedno co warto to upić się warto

To tak gwoli dopełnienia do tytułu

bo reszta kompletnie będzie „niewtemacie”.

8 godzin na izbie przyjęć, zaraz po ominięciu wymownego napisu kobylimi literami wykonanego „Obszar Selekcji Pacjentów”. Aż człowiek zastanawia się zza których drzwi wychyli się miły doktor M. i gdzie schowali te komorę?

I choć piątkowa noc, to jakaś taka niemrawa: jacyś trzej Ormiaszkowie, zgubieni w sterylności i ładzie kombinatu, oszwabieni przez cwaną salową na wymuszonej „wdzięczności dla pani doktór”. Jakiś młodzian któremu wróg twarz ostrzem naznaczył. Grupa bladosinych sercowców na ostatnich siłach, twarze pomięte jak stare prześcieradła. Skromnie zwichnięta noga. Tylko jedna dostawa od ‚czerwonych’ z umierającą staruszką [której zresztą zaraz zakazano umierania].

Oraz gwiazda wieczoru, płci męskiej, tak po wczesnej 50ce.

„Ludzieeee!  Ratujcie mnie kurwaaa, pierdolę” „Ratujcie mnie, ja nic nie zrobiłem” „Matkaa! Gdzie jesteś matka?!”.

Ponieważ te trzy zdania były powtarzane jako refren, to najlepiej zostają w pamięci. Oczywiście gwiazda wieczoru posiadała znacznie bardziej rozbudowany repertuar, połączony z sikaniem po ścianach, wyrywaniem założonych wkłuć, wybieganiem oraz wbieganiem na izbę . Dodatkowo posiadała 3,6 promila we krwi – zapewne jako efekt 3tygodniowego tournee wokół flaszek.

Efekt? Na jednego przyjętego przypadało średnio 0,4 pielęgniarki oraz średnio 1/10 lekarza, natomiast gwiazda absorbowała uwagę trzech osób: całego lekarza i aż 2 pielęgniarek. I po przyjęciu 3 kroplówek oraz zestawu leków typu relanium odmawiała zaprzestania występów scenicznych.

Wnioski? Aby uzyskać pełną opiekę i uwagę oraz otrzymać badania w miarę szybko, połączone ze skierowaniem na stosowny oddział szpitalny, należy najebać się jak zwierzę, stracić znajomość „wyższej polszczyzny” oraz za wszelką cenę zredukować swoje normy kulturowo-społeczne. Dobrze widziane jest oddawanie moczu w nieokreślonych kierunkach oraz zwracanie się do personelu płci żeńskiej per „ty miła słodka cipeczko”.

Ale w całym tym cyrku własne dopełniające się karmiczne koło umożliwia osiągnięcie wyciszonej obojętności na gwiazdorstwo.

Jak na razie to nie jest jeszcze czas na umieranie.