Narut idzie ku pszyszłoźci

I że niby ja mam z nimi odczuwać wspólnotę tożsamości? „Zjednoczyć się w żałobie i wspomnieniach”?

Ktoś tu chyba ochujał, i ja tym kimś nie jestem.

Mam może jeszcze podjąć wysiłek zrozumienia tego pierdolnięcia, tej eksplozji fantazmatów i fanatyzmu? Że niby jesteśmy jednym narodem czy coś w ten deseń?

Ponownie, chyba ktoś ochujał.

Bo jak mówi do motłochu Nadkierownik Brunatnozębny

pamiętamy bo nie pamiętać mogą tylko ci, którzy ani Polski, ani poległych, ani nawet siebie samych nie szanują. A oni nie są szanowani także przez innych. I każdy dzień przynoszą kolejne dowody, że to jest prawda ” to niby prawdą się otula?

Nie będę uprawiał teraz politycznego emo, i cytował pastora Niemöllera [bo to jednak nawrócony kabotyn był], ale jak to kurwa nie jest szczucie  i „język nienawiści”, to ja jestem katolik  rytu Terlikowskiego.

I oni mają być dla mnie współobywatelami?

No chyba kogoś tutaj zdrowo popierdoliło.

Nigdy nie będziemy mieli żadnych stycznych, bo jesteśmy z dwóch różnych światów. I mam kurewsko silne przekonanie iż lepiej się żyje w mojej wersji rzeczywistości, niż w ich.

Więc nie pierdolmy głupich tekstów o porozumieniu, zjednoczeniu, współpracy i innych takich żenujących pomysłach. Nie było tego, nie ma i nie będzie.

I tak sobie Cyrankiewicza strawestuję na koniec: spróbujcie sięgnąć do mojego świata, to wam ręce opierdolę.

Reklamy

Wstęp do mizantropii

Pewnie powinienem pocić klawikord nad ważkością wystąpień Nadkierownika na tematy narodowościowe i etniczne – ale to by była łatwizna, jak kopanie 6latka w głowę stojąc na krześle.

Zresztą, politycznomedialny trendsetter Meller już to punktował, więc przekaziory aż popiardują ze szczęścia, licząc klikalność na poziomie zendrylionów. Btw – co to kurwa jest za kraj, gdzie jedne medium w imię napierdalanki ideolo wykreowuje na wybitnego komentatora gościa prowadzącego gazetkę z gołymi cycami z Fotoszopa, a inne medialne trąbki podejmują ton? Ja rozumiem jeszcze poważny tekst w poważnej gazecie, jakaś ciekawa multikierunkowa analiza, ale do kurwy nędzy: tekst na łolu w Fejsie? srsly? A kogo to? Pan Meller ma +1000 do medialansu.

Miało być coś o mizantropii, tak? To właściwie nie będzie, bo nie chce mnie się ze wkurwienia. Ale tak właśnie wprowadzeniem do wstępu to tak: Marian Pankowski sobie był zmarł. Stary był, 92 lata, wolno mu było. Nie żebym był jego admiratorem lub też namiętnym czytelnikiem – mam sentyment do nazwiska, bo na jego „Rudolfie” wydanym bodajże przez Instytut Literacki zarobiłem pierwsze większe pieniądze antykwaryczne. I zawsze szkoda jak umiera ktoś z takim dorobkiem, a nie jakiś polityczny kozojebca czy inny religijny szaman.

I pewnie bym tym Pankowskim sobie głowy nie zaprzątał zbytnio, bo przecież i daleko, i bez wpływu na „tutaj” gdyby nie typowe Polaczki, chujki syfilityczne rodzimego pisowsko-nacjonal-socjalistycznego chowu na forum nie dały upływu swoim obsesjom na temat Michnika, żydów, lewactwa, braku szacunku dla „tradycyjnych wartości” [co to kurwa za zwierzątko jest, bo nie widziałem?].

Ktoś może zarzucić mi obsesję pisoidalną, lecz sorry, tego przy artykule na temat śmierci pisarza emigranta bym się w życiu nie spodziewał. Jakim trzeba być kutasem, jakim kurwa porypusem żeby w tak odczapiastym od polskich grajdołów zdarzeniu widzieć sens umieszczania obsesyjnych komentarzy? Jak miałkie, jak żałośnie ofajdolone, jak prostacko drewniane trzeba mieć życie osobiste, prywatne by tym obrzydliwym rynsztokowym bełkotem wypełniać sobie mózg, a innym przestrzeń wizualną i memetyczną?

Dlatego uznałem że zaprzeczanie własnej mizantropii to jakieś chore wyparcie, prowadzące do wrzodów, łysienia plackowatego oraz nerwicy natręctw. Jak ja kurwa nie lubię większości ludzi, to skali w osobistym nienawidzometrze braknie.

Ale to był wstęp do wstępu. Bo ten tekst o mizantropii chodzi za mną tak od kwartału, i wreszcie się weźmie chyba urodzi. Zaś niedobór nikotyny jedynie przyspieszy poród.

…..

Jednakowoż dziś za mną chodzi cytat jeden z Ruth Benedict:

Kiedyś bez wątpienia przyznamy, że zadaniem badacza społecznego jest stworzenie (…)  wzoru dla narodów współczesnego świata.
Zadanie to wymaga zarówno pewnej myślowej krnąbrności, jak i wielkoduszności. Wymaga „twardości myślenia”, która bywa czasami potępiana przez ludzi dobrej woli. Ci bohaterowie Jednego Świata wierzyli święcie, iż ludzi w każdym zakątku Ziemi można przekonać, że wszystkie różnice między Wschodem i Zachodem, białymi i czarnymi, chrześcijanami i muzułmanami są jedynie powierzchowne i że w rzeczywistości cała ludzkość myśli podobnie. Takie podejście nazywa się czasem braterstwem ludzi.
Nie wiem, dlaczego wiara w ludzkie braterstwo musi oznaczać, że nie można twierdzić, iż Japończycy mają swoją własną wersję sposobu na życie, a Amerykanie swoją. Czasami wydaje się, że „miękko myślący” dla doktryny dobrej woli potrafią znaleźć oparcie jedynie w świecie, gdzie wszystkie ludy przypominają odbitki z tego samego negatywu. Wymaganie od narodów, by dały się podciągnąć pod jeden szablon, potraktowane jako warunek wzajemnego szacunku, wydaje się równie chore, jak żądanie tego od własnej żony czy dzieci. „Twardo myślący” są zadowoleni, że różnice istnieją, i szanują je. Chodzi o to, by różnice nie zagrażały bezpieczeństwu świata
„.
I nie wiem, czemu chodzi.