Jak sprzedałem Polskę

Ulubione zajęcie prawackich publicystów jest dzisiaj proste: kto „nie zachwyca się”, ten zdrajca, zaprzaniec, kolaborant, sprzedawczyk itd. Zestawienie może być różne, zależne od publikatora i publikującego – wiadomo, odcienie tęczy itp.

Odmawianie patriotyzmu tym, którzy „nie stoją z nami w jednym szeregu”, a już nie daj los odważą się zakwestionować dominujący pogląd na sprawy bolesne, jak ocena Powstania Warszawskiego.

Już od tygodnia trwa prawackie fapanie nad wpisem Sikorskiego odnośnie tragedii, bo hańbiąco ośmielił się użyć terminu „katastrofa”. Pomijam buca Hofmana, który teraz pierwszy wystartował, a rok temu nie wiedział nawet ile dokładnie dni trwało owo powstanie [ja nawet w najgorszej malignie jestem na to odpowiedzieć, i nie tylko na to pytanie]. Śmieszniejsi i zarazem żałośniejsi są publicyści z historycznym wykształceniem, jak Zaremba, skowyczący na taką samą nutę w swoich felietonach.

Panie Zaremba, w Hiroshimie wyparowało w ciągu kilkunastu sekund 92 tysiące ludzi, i nikt nie mówi na to inaczej niż „katastrofa” – jeśli nawet ocenia zasadność/bezzasadność tego bombardowania.

Powstanie kosztowało mniej więcej 200 tysięcy ludzi [co dziwna, nikt nie liczy w tym zestawieniu tych wszystkich wypędzonych z Warszawy i zamęczonych w obozach przejściowych, filtracyjnych, zesłanych do koncentracyjnych i oflagów, którzy zmarli już po zakończeniu walk – spokojnie można dodać kilkanaście tysięcy do tej liczby] – i nie wolno tego nazywać katastrofą bo? Bo odejmujemy cześć i honor powstańcom? Kto?

Kto zabroni dziś zastanawiać się nad sensem takiej formy walki, w takim czasie i w ten sposób, w takim miejscu? Pan? To w takim razie kto panu daje prawo do zabraniania innym czynienia takich rozrachunków?

Dokonujecie projekcji własnych obsesji na realnych lub wydumanych przeciwników politycznych czy ideologicznych, licząc na to że w ten sposób, kwestionując ich uczciwość, patriotyzm [boshh, jak ciężkie to słowo w przepychankach ideolo na poziomie magla] odmówicie im prawa do zadawania pytań. Tyle że to nie zdaje egzaminu, bo nie jest zabawą w czarne-białe.

Niech pan odmówi prawa do krytyki Janowi Ciechanowskiego za jego książkę o powstaniu, napisaną w Londynie, a dziwnym trafem niedostępną w Muzeum Powstania Warszawskiego. Niech pan odmówi tego samego prawa temu powstańcowi, który sponsoruje stronę nt. powstania, do której odwoływał się właśnie Sikorski.

Zwyczajnie, niech pan odmówi im tego prawa.

Pańskie podejście przypomina mi okres międzywojenny i sprawę Narutowicza – najpierw prawicowe media rozpętały dzikie piekło nad jego kandydaturą, nad jego wyborem, sięgając po najplugawsze sformułowania i oskarżenia. Potem zaś, już po mordzie, odcinały się od samego Niewiadomskiego,  pisząc wprost „ciszej nad tą trumną”. Znasz pan tego publicystę, który to napisał? To przecież tak prosto sprawdzić w kilku książkach historycznych.

Nie różnicie się w swoim podejściu niczym od bolszewików, którzy każdego kto odważył się zakwestionować dogmat aktualnie obowiązujący, najpierw odsądzali od czci i wiary, oblewali dowolnymi nieczystościami, nim nie zamilkł, albo Czeka go nie uciszyła.

Och nie, do metod Czeki i bolszewików wam daleko, bowiem nawet wasz zapał rewolucyjny sięga tylko chwili kiedy trzeba zdecydować się ostatecznie – zawsze wolicie zmienić wtedy tematy, i sięgnąć po kolejny.

…świeczka dla zmarłych bohaterów jest czymś, czego nie da się bezpośrednio łączyć z targowniem się z historią. Chyba że ktoś chce, aby Polacy jako zbiorowość zniknęli, rozmyli się. Ale warto się do tego przyznać” [cytat z „Plusa Minusa” Rzeczpospolitej, niedostępny bez płacenia – chcecie to sobie zapłaćcie za głupoty].

Otóż to – widzicie, to jest moim pragnieniem. Bo właśnie paląc świeczkę bohaterom, zastanawiam się głośno czy warto było. Więc zgodnie z myśleniem Zaremby sprzedaję swój kraj, pozbawiam was wszystkich prawa do bycia zbiorowością, pragnę byście się rozmyli.

To weź pan, panie Zaremba, podnieś swój suchy tyłek zza biurka i idź pokłoń się 40 tysiącom z Woli, a właściwie ich popiołom. I rzeknij im, iż warto było, by Polacy byli nadal zbiorowością, warto było dopuścić do ich śmierci. Bo przecież Francuzi też tak zrobili, i są wielcy, też mieli powstanie i są wielcy, są zbiorowością.

Na popiołach zwłok rośnie wielkość kraju przecież, na setkach tysięcy niezrealizowanych biografii rośnie wielkość narodu jako zbiorowości.

A ja teraz pójdę odebrać te srebrniki za swoje sprzedanie kraju. Przyznam się, bo przecież warto się do tego przyznać jak pisze Zaremba.