Już nikt nie p..doli Pera

Poeta śpiewał, przyznać trzeba iż ogień w tym jest. Na koncertach grzało równo. I w sumie nie wiem, czy to byl hym BKŚ-u, czy tylko politpiosenka. Ja tam nie wiem, czy to BKŚ chodził na te koncerty – chyba nie. Ja na ten przykład za chuj do BKŚu nie należę, za gupi jezdem.

I jakoś tak się stanęło, że Per sam się był wybył. Właściwie miałem 15 sekund człeku nawet nie poświęcać, z założenia „nie”. No ale – jak proszą, to piszą. Jeszcze żeby tak płacili mi za to ‚)

Nic by nie zamaskowało iż moja bajka zupełnie innymi drogami chodziła i chodzi, niż Perowe nogi, najpierw odziane w gumofilce a potem w te stylowe laczki. W sumie człek i tak miał dobrych doradców, bo przynajmniej w laczkach nie miał pozdzieranych do podkładu czubów, i nie kleił porwanych sznurówek jak pewien „Napoleon Patriotycznej Prawicy”.

Och, wylano morze farby drukarskiej i równie wielką ilość bitów nad fenomenem Pera, wypisując co ślina na język przyniosła, albo i na klawiaturę. Najbardziej żenujące są porównania tej meteorytowej kariery do mitu pucybuta milionerem – bardziej przestrzelić się nie da. To wtedy jest dziennikarstwo na poziomie kopulodromu typu „Fakt”.

Per w życiu by nie zrobił kariery, gdyby nie tzw. elity. Część z tychże elit dziś struga głupa, po zagospodarowaniu znacznej części elektoratu Pera, iż „ode zawsze” popierała tegoż elektoratu postulaty, pragnienia i dążenia. Palce pokazywać nie będę, bo palce mam zajęte pisaniem.

Wtedy, kiedy Perowi rodził się elektorat, elity były zajęte czym innym: one „budowały wolną Polskę”, tylko kurwa podczas tego budowania jakoś tak się okazywało, że co i już kilka milionów statystów wpierdala się w pejzaż, jakieś mają żądania socjalne, coś nie bardzo potrafią „wziąć swoje sprawy w swoje ręce”, ogólnie robią wiochę.

I w sumie by te statystów tłumy jakoś przestały maszerować, gdyby te same elity miast budować wolną Polskę, nie zaczęły rżnąć się po oczach w celu rozstrzygnięcia kewstii, kto z nich jest „najbardziej godny budować wolną Polskę”. Bowiem gdyby zamiast rżnąć siebie nawzajem jak polityczni czetnicy politycznych ustaszy – rzeczywiście jakoś budowali ową Polskę, to może i ten Perowy elektorat by gdzieś uwił sobie gniazdka, może mniej piękne ale własne.

Choć właściwie… może ten elektorat miał/ma wpisane w kod politgenetyczny pragnienie by władza mu te gniazda budowała, kierunek wskazywała?

Enyłej, pierwsze marsze gwiaździste Pera i jego wesołej kompaniji to były właściwie epic fail nieustający – bo i władza się nie pierdoliła w tańcu, wysyłając zaciężnych do rozpędzania blokad, a pomysł blokowania dróg i polewania ich gnojem jak ludzie sobie nowo kupionymi Lanosami i Esperami po nich chcieli jechać…. no sami powiedzcie, to nie epic fail? Jak wy macie się utożsamić z zasadnością protestu, jak tam wam za oknem wypucowanej Esperki gównem wali?

I miał Per przeciw sobie jeszcze prawo historii mediów przeciw sobie – media były jeszcze wtedy w tzw. międzyczasie pomiędzy dawnym stylem relacjonowania, a nowymi czasami „nowych mediów”. Per nie był wówczas „medialny”.

I gdyby nie splot wydarzeń w postaci chujowych rządów UW-AWS, pojawienia się skłonności do traktowania ostrego populizmu jako równoprawnego nurtu w polityce i narracji medialnej, oraz kryzysu ekonomicznego [ pamiętacie Bauca z jego dziurą?], Per by kwitł na obrzeżach władzy jako klasyczny przedstawiciel rabacji chłopskiej z domieszką rzemieślników, ciekawostka polityczna, dostawca sensacyjnych newsów-przerywników.

Ale przyszła zagłada koalicji politycznej jakże podobnej do Chrześcijańskiej Unii Jedności z „Psów” , świat się rozpierdolił o Dwie Wieże [ i wcale nie patrzymy teraz na Tolkiena], no i powstał z mułu TVN24.

Gdyby nie ta stacja, może i Per z koleżkami by zanikł – a tak stał się dostarczycielem kontentu dla Waltera. Aż łza się w oku kręci, jak człowiek sobie przypomni Pera z przybocznymi jak popierdalają kłusem przez sejmowe korytarze, w tych słynnych z dupy wyjętych krawatach.

Choć wtedy Per był jeszcze okrakiem na fotelu władzy: niby nie w koalicji z Czerwonką Zieloną, ale zawsze popierał Żelaznego Kanclerza [ słynne zdanie „Andrzej, ja ciebie proszę, wyjdź” czyż nie świadczy jak zdolnym balanserem byłże Per?], choc miewał już sodówkę.

Ale Per by żył, cośby robił, gdyby nie kolejne kopnięcie w dupę od losu, a i elity. Dał radę w wyborach  prezydenckich, dał radę w parlamentarnych i zobaczył teczę. Ale choć chłop mądry, to głupi – uwierzył iż równy w intrygach jest elicie, zwłaszcza Napoleonowi W Porwanych Butach.

Dodatkowo, jakby człek widział Reymonta z  Wyspiańskim wymieszanych – chłopu się zdało że sam pan Bucek masło jemu będzie dawał, bliny, pielmieni itd. I wtedy standard życia chłopu musiał pójść w górę.

I wtedy jeszcze panie, te baby.

I panie, kurwa, kto by wpadł że premier rządu w którym Per jest wice, pośle jakoby od dnia pierwszego szmaciarzy z policji politycznej, co by Pera ujebali przy samej ziemi? Per się nie nadawał do politycznych intryg z gościem, który na drugie ma Intryga.

I szczyt Pera zapowiadał właściwie tylko gromkość jego przyszłego pierdolnięcia o ziemię – choć nawet ja nie byłem wtedy tak mądry.

I Pera politycznie zabiło to, co go niosło: zabił go populizm, lecz w formie medialnej. Per jakże mitycznie został pokonany przez własnego stwora, choć ten stwór był pachnący, wyżelowany, wycyzelowany, pełen przyzwoitego oburzenia  – jakby Per był ojcem i matką wszelkiej zarazy oraz dżumy w świecie władzy oraz polityce.

I chyba tyle by było rozważań nad Perem, gdyby nie Człowiek o Mentalności Gówna w Przeręblu, domagający się głośno kontroli Prokuratora Generalnego nad śledztwem w sprawie śmierci Pera, oraz wznowienia innego śledztwa w sprawie przecieku w aferze gruntowej, umorzonego z powodu braku dowodów.

Gdyby nie tekst Człowieka o Mentalności Gówna w Przeręblu o innym Człowieku, Który Przypomina Rozdeptany Psi Klocek : „ jest człowiekiem poważnym i odpowiedzialnym. Tak poważnej informacji w kontekście śmierci wicepremiera nie mógłby przedstawić, nie mając ku temu żadnych podstaw„.

Bo ten drugi Człowiek ma mieć wspaniałe, tajemnicze, doniosłe, porażające informacje co do źródła przecieku, a i pośrednio przyczyn śmierci Pera.

Tak jak miał odnośnie bomby termobarycznej, helowej, elektromagnesów, strzałów w 1’32” w pewnym filmie – jednym słowem Człowiek Psi Klocek to sama prawda.

I przypomniało mnie się, jak zaraz po wybuchu afery gruntowej Człowiek o Mentalności Gówna w Przeręblu machał słynnym dyktafonem, krzycząc histerycznie o „gwoździu do politycznej trumny” Pera. A teraz ten sam typ wchodzi na realną trumnę Pera, żeby tylko bardziej wspiąć się do władzy.

I teraz mnie jest żal Pera, tego martwego wisielca. Bo jak ktoś ostatnio napisał gdzieś w internetach:

„nawet nie dadzą się spokojnie powiesić”.

No Panie Per, już nikt panu tej piosenki nie zaśpiewa. Wiś pan spokojnie.