56 czyli „myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem”

Przestępstwo obrazy uczuć religijnych popełnia nie tylko ten, kto chce go dokonać, ale także ten, kto ma świadomość, że może do niego dojść” – tak dziś nasz kochany Sąd Najwyższy dokonał wykładni, która czkawką odbijać się będzie przez następne lata.

Niby nic, prawdaż, przecież żadnego ścisłego wskazania/nakazu tutaj nie ma – bo i być nie może, przecież nie na tym polega tworzenie wykładni.

Ale jakże to kurwa kuriozalne założenie: jeśli zdarzy się mnie nastukać jak Ju-52 w sobotni wieczór w otoczeniu miłem, w restauracyjej ulubionej, i tamże w ferworze dyskusji zbyt głośno zamanifestuję werbalnie swój ateizm, złośliwie wyszydzając któryś z dogmatów chrześcijaństwa lub tylko kościoła katolickiego – naruszyć mogę cudze uczucia religijne jakiegoś duszoszczypatielnie nastawionego krześcijanina delikatnego; bo przecież i takowi w sobotnie wieczory nużają swe usta szlachetne w pijaństwie und rozpuście wszetecznej.

I nie ma dla mnie wytłumaczenia, albowiem Sąd Najwyższy orzekł był w myśli złotej iż powinienem przewidzieć że w ten sposób może dojść do urażenia cudzych uczuć religijnych skoro przebywam w miejscu publicznym, a zarazem przecież jestem otoczonym przysłowiową 95% populacją katolicką.

Chytre – po cóż expresis verbis konstruować knebel Mysią podśmiardujący skoro można potencjalnego przestępcę skłonić by sam siebie pilnował? By myślozbroni nie popełniał?

Zapewne słuszną byłaby tutaj doniosła w argumenta i wnioski analiza prawno-polityczno-etyczna; lecz po co? I tak potem Karnowski jeden z Semką drugim będą w michnikowym radio opowiadać jak to katolicy w Polsce są prześladowani, tak na ten przykład przez brak wyroku skazującego Darskiego na rozerwanie końmi na Placu Wilsona.

15 lat temu wstecz podczas studiów byłem niejako wychowywany w przekonaniu iż sędzia Sądu Najwyższego to jest szczyt kariery w polskim systemie prawa stosowanego i interpretowanego, osoba będącą intelektualnym, logicznym, filozoficznym tytanem. Ekhm.

Się zestarzałem i wiem teraz iż rację miały Elektryczne Gitary śpiewając „wszystko chuj”. Nawet SN.

Wniosek na dziś: myśl co myślisz, a zwłaszcza myśl co powiesz jeśli pomyślałeś inaczej niż większość religijna w twoim otoczeniu. Możesz być przestępcą.

Będą europejskim członkiem…

Na dzisiejszej kursokonferencji Nadkierownik postanowił „przykryć” medialnie fakt iż kolejny zdrajca wyrodził się z szeregów Jedynie Prawdziwie Prawicowej i Prawdziwie Patriotycznej oraz Prawdziwie Polskiej Parti Pana Nadkierownika. Chytrze był zapodał tematykę, która w Bolandzie gwarantuje wielodniowe medialne fapanie, oraz uwagę ludu któren zawsze wie, co wie: kara śmierci musi wrócić.

Pominę durnoty opowiadane przez Nadkierownika z pełną dezynwoltura dla faktów i słuchaczy; znajdą się mądrzejsi i lepsiejsi niż ja by Nadkierownikowi nawkładać.

Najbardziej wspaniałe [dla mnie jako miłośnika PiSu] były słowa Złotoustego Adama H. któren na pytanie pani dziennikarki odpowiedział z gracją kelnera ze Szmulek: „pani redaktor, ja również jestem członkiem Rady Europy coś tam coś tam” .

Po raz pierwszy publicznie pan Adam H. przyznał iż jest członkiem.

Cóż za odwaga, co za determinacja, co za śmiałość, jaki samokrytycyzm. Aż dech zapiera.

Panie Hofman, członkiem Rady Europy może być państwo [tylko i wyłącznie], pan jesteś li jedynie delegatem parlamentu polskiego do Zgromadzenia Parlamentarnego RE. Nic ponad to.

Natomiast co do faktu bycia przez pana członkiem, o tutaj miedzy nami pełna zgoda – tylko człon potężny może dumnie deklamować takie głupoty, jakie pan wyciskasz przez te tłuste policzki.

Od dziś nie ma Adama H., jest Członek Rady Europy.

I chuj.