5/122

Powinienem pewnie wyprodukować teraz silnie płomienny manifest antyfa, ale nie mam ochoty, nie mam siły, nie mam żaru, raczej obrzydzenie mnie ogarnia – takie, jakie ogarnia nas kiedy wdepniemy w świeże parujące psie gówno.

Dozwolona przez administrację demonstracja, w ramach dziwnie pojmowanej „wolności słowa” urzędnik nie przewiduje nic zdrożnego, niech sobie patriotyczna młodzież poprotestuje przeciw islamskiej infilitracji.

A jak wiadomo, prowokatorzy lewaccy podszyli się pod pokojową manifestację silnie wzruszonych patriotycznie młodzianków, i śpiewali sobie radośnie „Auschwitz-Birkenau siala lala la”.

Kurwa. W tym kraju. Publicznie. Takie przyśpiewki. Orałbym rzeczoną demonstrację napalmem i ogniem ciągłym kompanii cekaemów. I chuj że wolność słowa. Komuś się popierdoliły pojęcia.

Rzygam tym krajem, tym bezwładem władzy która albo robi laskę za żebrogłosy dla każdego ciula, albo gromko pokrzykuje o silnej władzy [słynne „idziemy po was” ministra Sienkiewicza do neonazioli – ministra nie ma, to nie ma komu iść, zaś władza nadal ślepnie patrząc na wszystkie te jebane oenery, wszypolskie i całe to łyse koniobijskie towarzystwo mikrohitlerków] – ale nie dostrzega jaki gnój kwitnie po ulicach, stadionach i szkołach. Zbierzecie wszyscy plon tej ślepoty i zaniechania.

Pozostaje liczyć że nie doczekam tych dni.

Wstyd.

96 czyli słowo na niedzielę [każdą najbliższą przez kwartał]

Na pytanie: „co porabiasz?” będę odpowiadał taką tapetą w telefonie:

3

A czemu kwartał? Uśredniając 3 wieczory na biografie i tydzień na grubasy [przesz spać, wydalać i pracować kiedyś trzeba] wychodzi niemal kwartał – jeśli zaś wliczyć potencjalne picia frajtagowe, to pełen kwartał.

Specjalne podziękowania składam Cesarzowej Południa.