1/118

Ok. Ok.

Trzeba spróbować wrócić – choć może to być eksperyment całkowicie chybiony, bo pisanie czegokolwiek w czasach buniowych [jak ujmuje to kol. N.] to kompletnie karkołomne zadanie. Jeżeli nie masz czytelników to nie masz odbioru, nie masz odbioru to lokujesz się na poziomie emogimbazy, blogującej z zacięciem kontemplacyjne wpisy. I weź się przebij przez ten olbrzymi szum, na wszystkich kanałach wszyscy nadają wszystko wszędzie o wszystkim.

Nawet nie to, że trzeba. Można. Potrzebowałem 2 lat, żeby w ogóle tutaj zajrzeć, odtworzyć z zakamarków pamięci hasło [jak się straciło stary gmail z całą korespondencją ostatnich 10 lat, to wbrew pozorom to nie jest łatwa sztuka, wklepanie z palca iluś tam wariantów tego co uważałem za „dobre mocne hasło”], i zastanowić się co, kiedy i o czym.

Zobaczę, ile jeszcze wiedzy i pomysłów zostało.

A  czemu Warpaint? najlepsze glimpsy muzyczne to te przypadkowe, kiedy się jedzie/idzie i nagle gdzieś skądeś doleci muzyka silnie osadzona w kontekście – to tworzy klisze doskonałe. Taką jaką mam teraz z Warpaint.

Reklamy