87

Przez kilka dni tak chodziło za mną co by jakoś posmagać plugawymi słowym głupotę tego księnca LongszampaBeriera co to był pierdolił jak pobity w szmacie prawackiej URze o „bruzdach dotykowych na twarzach dzieci zrodzonych in vitro” powołując się na jakieś mityczne badania naukowe jakoby objawione na dziwacznej konferencji mambodżambo o ratowaniu życia co to się miała odbyć w Białymstoku [a takie zacne miasto, kurwa mać?].

Lecz narpiew był wyprzedził mnie ojciec dziecka in vitro któren po mistrzowsku nawkładał LongaszampowiBerieru, potem pan szaman LongszampanBerierski był się zfajdał publicznie listem, co z kolei wkurzyło ludzi z Naszego Bociana.

I w sumie doszedłem do takiego punktu w rozważaniach własnych, iże jedynie mógłbym LongszamponowiBeriercu wypodać z laczka w dupę odzianą w czarną sukienkę, tem bardziej że podobnież to prawnik z UJ [kurwa gniazdo kala], bo dyskusja merytoryczna raz że prowadzona jest lepiej przez innych, a dwa – ja nie mam cierpliwości na ewentualne rozmowy z niedoukami, debilami i tumanami. Czasu też nie mam.

Lepiej sumują to memy z sieci:

Bruzdy u księży

Reklamy

56 czyli „myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem”

Przestępstwo obrazy uczuć religijnych popełnia nie tylko ten, kto chce go dokonać, ale także ten, kto ma świadomość, że może do niego dojść” – tak dziś nasz kochany Sąd Najwyższy dokonał wykładni, która czkawką odbijać się będzie przez następne lata.

Niby nic, prawdaż, przecież żadnego ścisłego wskazania/nakazu tutaj nie ma – bo i być nie może, przecież nie na tym polega tworzenie wykładni.

Ale jakże to kurwa kuriozalne założenie: jeśli zdarzy się mnie nastukać jak Ju-52 w sobotni wieczór w otoczeniu miłem, w restauracyjej ulubionej, i tamże w ferworze dyskusji zbyt głośno zamanifestuję werbalnie swój ateizm, złośliwie wyszydzając któryś z dogmatów chrześcijaństwa lub tylko kościoła katolickiego – naruszyć mogę cudze uczucia religijne jakiegoś duszoszczypatielnie nastawionego krześcijanina delikatnego; bo przecież i takowi w sobotnie wieczory nużają swe usta szlachetne w pijaństwie und rozpuście wszetecznej.

I nie ma dla mnie wytłumaczenia, albowiem Sąd Najwyższy orzekł był w myśli złotej iż powinienem przewidzieć że w ten sposób może dojść do urażenia cudzych uczuć religijnych skoro przebywam w miejscu publicznym, a zarazem przecież jestem otoczonym przysłowiową 95% populacją katolicką.

Chytre – po cóż expresis verbis konstruować knebel Mysią podśmiardujący skoro można potencjalnego przestępcę skłonić by sam siebie pilnował? By myślozbroni nie popełniał?

Zapewne słuszną byłaby tutaj doniosła w argumenta i wnioski analiza prawno-polityczno-etyczna; lecz po co? I tak potem Karnowski jeden z Semką drugim będą w michnikowym radio opowiadać jak to katolicy w Polsce są prześladowani, tak na ten przykład przez brak wyroku skazującego Darskiego na rozerwanie końmi na Placu Wilsona.

15 lat temu wstecz podczas studiów byłem niejako wychowywany w przekonaniu iż sędzia Sądu Najwyższego to jest szczyt kariery w polskim systemie prawa stosowanego i interpretowanego, osoba będącą intelektualnym, logicznym, filozoficznym tytanem. Ekhm.

Się zestarzałem i wiem teraz iż rację miały Elektryczne Gitary śpiewając „wszystko chuj”. Nawet SN.

Wniosek na dziś: myśl co myślisz, a zwłaszcza myśl co powiesz jeśli pomyślałeś inaczej niż większość religijna w twoim otoczeniu. Możesz być przestępcą.